Legnica żyje meczem z Legią: Czy Miedź nawiąże walkę z renomowanym rywalem?

Kibice piłkarscy z Legnicy znów mają swoje wielkie święto. W środę o godz. 17.45 w 1/16 finału Pucharu Polski miejscowa Miedź zmierzy się z faworyzowaną Legią Warszawa.
Lider tabeli ekstraklasy i obrońca tytułu mistrzowskiego to absolutny faworyt tego pojedynku. Ale legniczanie przed rokiem pokazali, że nie są w takich meczach bez szans. W 1/8 finału podejmowali wówczas poznańskiego Lecha i dość niespodziewanie, ale w pełni zasłużenie wygrali 2:0 - rozegrali jeden z najlepszych meczów w historii klubu, a na pewno najlepszy pojedynek w ubiegłym roku.

Tym razem o powtórkę będzie jednak bardzo trudno, bo Legia jest w dobrej formie, o czym boleśnie przekonała się najpierw drużyna Lokeren w Lidze Europejskiej, a potem Wisła, która przegrała w ostatniej kolejce ligowej w Krakowie 0:3.

Trener Stawowy doskonale zdaje sobie sprawę z siły rywali.

- Legia nie wystawi na nas rezerw, dysponuje szeroką kadrą, trener Berg może więc rotować składem i nie traci na jakości - mówi Wojciech Stawowy. - Spodziewam się, że zagrają gwiazdy stołecznej drużyny, jak Żyro czy Duda. Legia ma doświadczenie, nieporównywalny budżet i zupełnie inne cele niż my - zaznacza.

W tej sytuacji Miedzi pozostaje rola kopciuszka. Legniczanie będą mieli wsparcie kompletu kibiców, bo wszystkie bilety na ten pojedynek rozeszły się w przedsprzedaży. To mobilizuje, ale też zobowiązuje, więc za wszelką cenę gospodarze będą chcieli nawiązać walkę z utytułowanym rywalem. Także trener gospodarzy nie zamierza przed meczem wywieszać białej flagi.

- Oczywiście, że przygotowujemy się do tego spotkania, i oczywiście, że mocno mobilizuję zespół, choć profesjonalistom - a takimi są moi piłkarze - to nie powinno być jakoś szczególnie potrzebne przed takim pojedynkiem - przyznaje Stawowy. - Jasne, że ten mecz to święto dla naszego miasta, ale nie zapominajmy o tym, że jest jeszcze liga i dzięki niej możemy takie spotkania rozgrywać częściej niż raz do roku.

Stawowy przyznaje też, że ciągle sporo myśli o przegranym ligowym meczu z Termalicą.

- Znalazł się po tym pojedynku jeden osobnik [trener zwycięzców Piotr Mandrysz - przyp. red.], który nas skreślił i odebrał nam szanse na awans. Ja się z tym nie zgadzam, bo za wcześnie na takie sądy, a dodatkowo jestem przekonany, że to tylko kwestia czasu, gdy ekstraklasa w Legnicy będzie i mecze z Legią czy Lechem będą czymś normalnym - mówi Stawowy.

Czy to oznacza, że legniczanie za zwycięstwo z Legią nie będą umierać na boisku?

- Legia to czołowy polski zespół z ogromnym doświadczeniem w Europie i szerokim, dobrym składem, ale gdy zaczyna się mecz, gdy stają naprzeciw siebie dwie drużyny, to liczy się tylko tu i teraz, a budżety, dorobki i wcześniejsze sukcesy przestają mieć większe znaczenie - odpowiada Stawowy. - Pozostają dyspozycja dnia, ambicja, charakter, wola walki. Nie spodziewam się, że Legia nas zlekceważy, bo to są profesjonaliści. Ale w środę na przeszkodzie Legii, która na pewno mierzy we wszystkie krajowe trofea, stanie Miedź i bardzo chcę, by to była przeszkoda wyjątkowo trudna do pokonania.

Miedź przystąpi do spotkania w optymalnym składzie. Na pewno będzie to zupełnie inny pojedynek niż spotkanie z Termalicą, bo trudno przypuszczać, by Legia chciała grać tak bardzo defensywnie jak lider I ligi. Każde inne rozstrzygnięcie niż wyraźna wygrana gości będzie dziś ogromną niespodzianką.

Mecz zostanie rozegrany na stadionie miejskim w Legnicy przy ul. Orła Białego, początek o 17.45.