Trener Chrobrego Głogów Ireneusz Mamrot: W pierwszej lidze łatwiej wytransferować piłkarza

- Myślę, że to kierunek. Szukać młodych chłopaków, ściągać, transferować, bo też ważne dla klubu, aby parę groszy z tego tytułu się pojawiło - mówi trener Chrobrego Ireneusz Mamrot po transferze Karola Danielaka do Pogoni Szczecin.
Znajdź nas na Facebook'u | Ćwierkamy też na Twitterze


Za kadencji Mamrota Chrobry dopiął drugi gotówkowy transfer. Pierwszym, rok temu, było przejście Bartosza Machaja do Miedzi Legnica. W legnickiej drużynie Machaj się nie sprawdził, ale po roku trafił do ekstraklasy. Rundę wiosenną spędzi w Śląsku Wrocław. Podobnie było z pozyskaniem z Jaroty Jarocin Karola Danielaka, który trafił do Chrobrego i był jedną z najważniejszych postaci w awansie głogowian na zaplecze ekstraklasy.

- Czy jakiś symboliczny dyplom dla mnie? Nie wiem, taka moja praca i rola w klubie - uśmiecha się Mamrot. - Trudniej było nam transferować zawodników, gdy byliśmy w trzeciej lub czwartej lidze. W pierwszej widać dużo większe zainteresowanie. Praktycznie na każdym meczu jest przedstawiciel jakiegoś klubu z ekstraklasy. Ci chłopcy mają więc otwartą drogę. Myślę, że to kierunek. Szukać młodych chłopaków, ściągać, transferować, bo też ważne dla klubu, aby parę groszy z tego tytułu się pojawiło.

Danielak przeniósł się do Pogoni. Ze szczecińskim klubem podpisał 2,5-letni kontrakt.

- Każdy trener ubolewa nad tym, że traci dobrego zawodnika, ale mimo wszystko cieszę się. Wiedzieliśmy, na co stać Karola, który dodatkowo jest wielkim profesjonalistą w przypadku podejścia do treningu, ogólnie pracy. Jest osobą mocno nastawioną na piłkę. Czuję satysfakcję, bo jeszcze rok temu był w Jarocinie, a przez ten rok tyle się wydarzyło, że sam jestem trochę zszokowany na plus. Sam Karol podkreślał, że przyszedł do Chrobrego wcale nie po najlepszej rundzie w swoim życiu. Te statystyki miał gorsze, ale widziałem w nim potencjał. Teraz będziemy mu mocno kibicować - przyznaje Mamrot.

Głogowianie nie planują poszukiwań następcy Danielaka. - Jeżeli dojdzie Hudyma to już nie będziemy szukać. Tym bardziej że na boku mogą grać Piotrowski, Kościelniak, Sędziak, a nawet Szczepaniak. Jeszcze Tomek Zając, którego co prawda szykujemy na "dziewiątkę", ale gdyby coś wyszło, to na jakiś jeden mecz można przesunąć. Boki nadal mamy więc obstawione. Ważniejsze jest dla nas ściągnięcie środkowego pomocnika. Tu, nie ukrywam, mamy kłopot, bo albo się nie dogadaliśmy, albo te rozmowy się przeciągają. Teoretycznie powinien już być na sobotni sparing, bo tych meczów nie mamy wiele, ale nie wiem, czy się to uda. Być może na sobotę pojawi się bramkarz. Został z nami co prawda Marcel Gąsior, ale nie ma już Daniela Szczepankiewicza. Ocena Daniela była pozytywna. Prowadzimy jednak rozmowy z innym bramkarzem, praktycznie wszystko jest ustalone, ale póki nie ma podpisu to nic nie jest pewne. Przyszedłby bramkarz bez żadnego testowania, taki, którego chcemy. Szczepankiewicz, gdyby nie ta inna opcja, pewnie zostałby z nami, bo dobrze go ocenialiśmy - przedstawił sytuację Mamrot.