Futbol amerykański. Wspaniały sen Babsa [OPINIA]

Urodzony w Oleśnicy Babatunde Aiyegbusi podpisał kontrakt w NFL - najlepszej i najbogatszej futbolowej lidze świata. Jego przykład pokazuje, że nie tylko talentem, lecz przede wszystkim ciężką pracą można dojść na sportowy szczyt.
26-letni Aiyegbusi stoi przed życiową szansą. Już dokonał niemożliwego, co niektórzy pół żartem pół serio porównują do przewrotu kopernikańskiego. W Polsce w futbol amerykański gra się w zasadzie od dziesięciu lat, ale to wciąż dyscyplina niszowa, uprawiana przez amatorów. Za grę nie otrzymują żadnych pieniędzy, a do swojej pasji często muszą dopłacać z własnej kieszeni. Mało tego futbol amerykański w Polsce to dyscyplina wciąż nieuznawana przez Ministerstwo Sportu i Turystyki. Związek i liga działają na zasadzie stowarzyszenia.

Droga, jaką pokonał Babs, bo tak wołają na niego kumple z boiska, to typowy american dream. We Wrocławiu, gdzie stawiał pierwsze futbolowe kroki, jeszcze kilka lat temu treningi odbywały się na Górce Szczepińskiej. Worki z piaskiem i słomą, które imitowały rywali, zawodnicy wozili na treningi taczkami, a pierwsze mecze rozgrywali bez specjalistycznego sprzętu - kasków i tzw. żółwi, chroniących przed urazami.

Najważniejsza była jednak pasja. Pasja, która doprowadziła ich do trzech tytułów mistrza i wicemistrza Polski. Były one także udziałem Babsa.

Babsowi udało się to, co nie udało się wcześniej jego koledze z Oleśnicy - Piotrowi Czechowi, który w 2008 i 2009 roku był na testach w Baltimore Ravens i Pittsburgh Steelers, ale w żadnym z tych klubów kontraktu nie podpisał. Babs zrobił wrażenie na skautach z USA, którzy wypatrzyli go w Niemczech, gdzie grał w poprzednim sezonie. Byli pod ogromnym wrażeniem jego świetnych warunków fizycznych - 206 cm i 150 kg. Wystarczyło kilka sesji treningowych za oceanem, by kontrakt zaproponowała mu Minnesota Vikings.

Szukając analogii w innej dyscyplinie, to tak jakby piłkarz Ślęzy Wrocław trafił do którejś z piłkarskich potęg - Realu Madryt albo FC Barcelony. Historia Babsa przypomina nieco historię Cezarego Trybańskiego, pierwszego Polaka w NBA. Trybański dostał się do koszykarskiej elity dzięki świetnym warunkom fizycznym i zapotrzebowaniu na graczy wysokich, choć wcześniej w Polsce nie słyszał o nim praktycznie nikt.

Ale dostać się do NFL jest jeszcze ciężej. Co roku liga akademicka NCAA "wypuszcza" w świat kilkanaście tysięcy świetnie wyszkolonych zawodników, którzy marzą o angażu w NFL. Walczą o nią czasami po kilka lat. Poza zawodnikami wybranymi w drafcie, kluby równie chętnie stawiają na weteranów, którzy już kiedyś zaliczyli epizod w NFL. W USA kluby nie szkolą młodzieży, nie mają zespołów juniorskich. Tam po prostu stawia się na zawodników gotowych do gry od zaraz, którzy dodadzą sportowej jakości.

Zauważyli ją w Babsie trenerzy Minnesoty, jednak najtrudniejsze dopiero przed nim. Teraz wszystko w rękach Polaka, którego czeka walka o miejsce w 53-osobowej kadrze "Wikingów". Jeżeli mu się to uda, będzie szóstym Polakiem w historii w NFL. Oprócz ogromnego wyzwania sportowego Babs będzie miał także możliwość zarobienia wielkich pieniędzy. Pierwszoroczniacy mogą bowiem liczyć w NFL na ponad 400 tys. dolarów rocznie. Najlepsi na jego pozycji (left tackle) zarabiają po kilka milionów.

Historia Babsa jest dowodem na to, że nawet z peryferyjnej Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego można dojść na sam szczyt. Wystarczy tylko mocno wierzyć, być zdeterminowanym, ciężko pracować i pomóc szczęściu, które w sporcie jest niezwykle ważne.

Czy Babatunde Aiyegbusi zagra w NFL?