Sport.pl

I liga. Właściciel Miedzi Legnica: Jeszcze jestem cierpliwy

Rozmawiał: Grzeogrz Szczepaniak
01.08.2015 , aktualizacja: 01.08.2015 09:24
A A A
Andrzej Dadełło liczy, że najbliższy sezon będzie przełomowy dla Miedzi

Andrzej Dadełło liczy, że najbliższy sezon będzie przełomowy dla Miedzi (Fot. Łukasz Giza)

W dwóch poprzednich sezonach zabrakło nam piłkarskiej jakości, by walczyć o ekstraklasę. Teraz chcemy się przede wszystkim odbudować - podkreśla Andrzej Dadełło, prezes Miedzi Legnica
Rozmowa z Andrzejem Dadełłą, właścicielem Miedzi Legnica

Grzegorz Szczepaniak: Niedawno stwierdził pan, że celem Miedzi jest powrót do czołówki I ligi, a nie awans do ekstraklasy. Sprowadziliście wielu zawodników, głównie bardzo doświadczonych. A nowy trener nie jest gwiazdą. To poważne zmiany w strategii klubu.

Andrzej Dadełło: W dwóch poprzednich sezonach zabrakło nam jakości piłkarskiej, by walczyć o ekstraklasę. Nie sprawdziły się także niektóre założenia trenerów i ich pomysły na skuteczną grę. Dlatego teraz chcemy się przede wszystkim odbudować. To jest nasz cel i do niego są dobierane odpowiednie środki. Trener o określonych cechach oraz piłkarze dający jakość, którzy będą myśleć o grze w Miedzi, a nie transferze za granicę czy do zespołu z ekstraklasy, jak było np. w przypadku Mateusza Szczepaniaka.

To brzmi tak, jakby przestał pan myśleć o zespole w dłuższej perspektywie. Wkrótce zespół, który pan dzisiaj buduje, będzie wymagał kolejnej gruntownej przebudowy ze względu na zaawansowany wiek piłkarzy.

- Wręcz przeciwnie, myślimy o Miedzi perspektywicznie, dlatego rozwijamy projekty Akademii Piłkarskiej Miedzi i Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Ale to są projekty, które powstały stosunkowo niedawno, więc na efekty ich pracy musimy trochę dłużej zaczekać. Wierzę, że w przyszłości dadzą nam piłkarzy o określonych umiejętnościach i jakości, ale zanim to nastąpi, musieliśmy sięgnąć po graczy już ukształtowanych i doświadczonych, bo tej jakości potrzebujemy już dziś. Stąd transfery takich zawodników jak np. Błażej Telichowski czy Łukasz Garguła, którzy podniosą poziom naszej drużyny, a jednocześnie sprawią, że nasza młodzież będzie miała się od kogo uczyć i kogo podpatrywać. To u ich boku za chwilę będą wprowadzani do zespołu młodzi piłkarze z naszej Akademii. Już teraz z pierwszym zespołem trenuje i gra w sparingach np. 17-letni Mateusz Cieślik, z którego postawy trener Kuźma jest bardzo zadowolony.

Nie myślał pan, żeby się z Miedzi wycofać? Te dwa ostatnie lata musiały być przykre. Jeśli po raz trzeci nie uda się zrealizować celów, da pan sobie spokój z futbolem?

- Dzisiaj myślę o kolejnym sezonie, wyciągam wnioski z poprzednich. Teraz nie chcę się bawić w spekulacje. Będzie określona sytuacja, będą określone decyzje. Dzisiaj nie ma tematu rezygnacji z prowadzenia klubu, jest praca nad jak najlepszym wynikiem w nowym sezonie. W Miedzi dużo zrobiliśmy, ale wciąż jest sporo pracy. Od lat działam w biznesie i doskonale wiem, że czasami trzeba cierpliwości, że nie wszystko od razu się udaje. Muszę jednak przyznać, że są takie, powiedziałbym, kuluarowe rzeczy w piłce, którymi jestem zmęczony. Nie chodzi o porażki. One są czymś naturalnym, po prostu się zdarzają. Na tym polega sport.

W dwóch ostatnich latach wszystko przegrywaliście na samym starcie rozgrywek. Taki falstart nie wchodzi tym razem w grę?

- Myślę, że wszyscy jesteśmy na to bardzo wyczuleni. Kalendarz z tego względu poukładał się dla nas wręcz znakomicie, bo zaczynamy trzema meczami w Legnicy.

Kadra Miedzi ilościowo jest imponująca. Przyszło do was już siedmiu nowych piłkarzy.

- Uważam, że trener powinien mieć wybór, piłkarze będą się rozwijać, kiedy będą konkurować ze sobą. Czasami byłem zdziwiony, kiedy nasi szkoleniowcy powstrzymywali mnie przed transferami.

To faktycznie zaskakujące. Kto w Legnicy nie gra, a mógł grać?

- Na przykład Nigeryjczyk John Ogu, który grywał w reprezentacji swego kraju. Przed rokiem był zdeterminowany, by odejść gdziekolwiek ze swego portugalskiego klubu, bo był skonfliktowany z trenerem. Rozmawialiśmy z nim, ale trener Stawowy stwierdził, że go nie chce. To nie był jedyny taki przykład.

Trener Stawowy swymi personalnymi decyzjami zachwiał proporcjami w zespole. Byliście w zasadzie bez napastników, z kolei pomocników mieliście w nadmiarze. W pana ocenie ten zespół jest już dobrze zbilansowany?

- Myślę, że tak. Mamy trzech napastników, a trener Kuźma gra zazwyczaj jednym wysuniętym graczem, z bardzo ofensywnymi skrzydłami, więc nie powinno być problemu. Ważniejsze, żeby poprawić grę w obronie, bo liczne przykłady pokazują, że to właśnie defensywa decyduje o sukcesie w I lidze.

Pana faworyci w I lidze?

- Myślę, że przede wszystkim Wisła Płock. W Zawiszy jest spory ruch kadrowy, ale jeśli nie będą dalej osłabiani i uda się uzupełnić luki, też będą groźni. Poza tym: Olimpia Grudziądz, Arka Gdynia, GKS Katowice. Trochę niewiadomą jest GKS Bełchatów, ale też może być mocny. Myślę, że tylko Wisła ma jakąś szansę, by tak odjechać reszcie stawki, jak w minionym sezonie zrobiły to Termalica, Zagłębie i właśnie płocczanie. Tym razem czołówka będzie bardziej wyrównana. Chciałbym, by w tym gronie była też Miedź. Jeśli tak się stanie, to zimą pomyślimy, czy nie przedefiniować celów.

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX