Sport.pl

Przybecki ocenia pierwszą fazę ME w piłce ręcznej 2016. "Jesteśmy mocni psychicznie"

- Szmal zamurował bramkę, Bielecki odzyskał skuteczność i osiągnęliśmy wielki sukces. W drugiej fazie czekają nas jednak trzy trudne spotkania. Stać nas na półfinały. Mamy najlepszego do tej pory gracza turnieju - mówi po pierwszej fazie ME w piłce ręcznej 2016 trener Śląska Wrocław, kiedyś reprezentant Polski i zawodnik Bundesligi, Piotr Przybecki.
Jak wrażenia po meczu z Francją?

Bardzo pozytywne. Nieco zaskoczyły mnie rozmiary wygranej, jednak sam triumf nie i nie zgadzam się z opiniami niektórych, że to sensacja. Od początku wiedziałem, że ten zespół podejmie walkę, tym bardziej, że Francuzi mają swoje problemy i nie przyjechali tutaj w najsilniejszym składzie. Zagraliśmy bardzo dobrze, każdy zawodnik wykonał solidną pracę. No i mieliśmy Szmala z Bieleckim. Sławek zamurował naszą bramkę, a Karol wreszcie zagrał na swoim normalnym poziomie i widać było, jak bardzo cieszy się z każdej bramki. To jest zazwyczaj spokojny zawodnik, rzadko się uśmiechający. A z Francuzami pokazywał olbrzymią radość. Znakomicie się na to patrzyło. Do tego dołóżmy dobrą dyspozycję Krajewskiego, Lijewskiego czy Syprzaka i mamy powody zwycięstwa.

Czy Francuzi mogli nas nieco zlekceważyć?

Nie ma o tym mowy. Francuzi doskonale zdają sobie sprawę z atutów biało-czerwonych, wiedzą jak wysoki poziom prezentują Bielecki, Szmal, Jurecki czy Syprzak. Jesteśmy gospodarzami, gramy przed 15 tysiącami widzów - tego zlekceważyć się nie da. Niemniej Trójkolorowi być może nie spodziewali się, że ruszy na nich polska husaria, że będziemy aż tak zdeterminowani. Spodziewali się zwykłego meczu grupowego, a tymczasem Polska zagrała jakby to miał być finał. Do tego doszła słabsza dyspozycja Karabatica, Omeyera czy Forte. Nie mogli nic zrobić.

Czy to nie był jednorazowy wyskok? Na ile jest szansa, by powtórzyć ten wyczyn w strefie medalowej, gdzie znów może do starcia z Francuzami dojść?

Każdy mecz ma swoją historię, wszystko jest możliwe. Warto jednak pamiętać, że Francja to zespół turniejowy, rozkręcający się z meczu na mecz. Oni sobie dobrze zdają sprawę, że najważniejsze będą starcia w strefie medalowej, a wcześniej trzeba jak najmniejszym kosztem do niej dojść. Dlatego za drugim razem zapewne będą mocniejsi, co nie znaczy, że nie można ich pokonać.

Dla nich ME to ważna impreza, ale nie najważniejsza. Moim zdaniem celują w igrzyska. Pamięta pan ME w Serbii? Zajęli tam 11. miejsce, by parę miesięcy później sięgnąć w Londynie po złoto. Teraz chcą przejść do historii wygraną w Rio.

Zgodzi się pan z tezą, że to mistrzostwa bramkarzy? Wystarczy popatrzyć na dyspozycję Szmala, Anderssona czy Wolffa.

Można mieć takie wrażenie, ale trudno być zaskoczonym tą sytuacją. Zawsze powtarzam, że pozycja bramkarza jest być może najważniejsza w całej piłce ręcznej. Na tych mistrzostwach widać to doskonale. Świetna postawa Szmala, przy jednoczesnym słabszym dniu Omeyera ułatwiła nam zwycięstwo. We wrocławskiej grupie to samo - Andersson czy Wolff byli kluczowymi postaciami zwycięskich starć Szwedów i Niemców.

Nie zaskakuje pana słaba postawa niektórych gwiazd? Karabatic - 14 procent skuteczności przeciwko Polsce. Hansen po kilkanaście rzutów w meczu, goli jak na lekarstwo. Oszczędzają się?

Może nie tyle oszczędzają, co rozsądnie gospodarują siłami. Nie czarujmy się, to są liderzy na tyle dobrych drużyn, że już przed turniejem wiedzieli, iz awans do strefy medalowej jest bardzo realny. To rozegrania mają więc sporo spotkań. Moim zdaniem będą się po prostu rozkręcać.

A największa do tej pory gwiazda mistrzostw?

Nasz Michał Jurecki, absolutnie. To jak rzuca, jak rozgrywa, jak walczy w obronie - najwyższa klasa. Do tego jego emocjonalne reakcje są bardzo zaraźliwe i mobilizująco działają na innych graczy. Wielka postać.

Warto też podkreślić doskonały turniej w wykonaniu Kamila Syprzak. Manolo Cadenas sporo go nauczył, gdy jeszcze pracowali razem w Orlenie Wiśle Płock. To teraz procentuje.

Co może wydarzyć się w "polskiej" grupie II fazy? Który mecz będzie kluczowy?

Teraz w kraju jest euforia po wygranej z Francją, ale należy pamiętać, że na mistrzostwach nie ma słabych drużyn i żadne starcie nie będzie spacerkiem. Na pewno trzeba uważać na Norwegów. Już przed mistrzostwami mówiłem, że będą mocni. Przed starciem z nami muszą jednak poprawić grę obronną. Białoruś też imponuje. Jurij Szewcow wykonuje tam dobrą robotę. Jego problemem jest jednak krótka ławka. Co do Chorwatów, nie jest to już ten sam zespół, co wcześniej - nowy trener, brak paru nazwisk. Ale lekceważyć ich nie sposób. Będzie ciekawie. Dobrze, że mamy cztery punkty na starcie. To stawia nas w korzystnej sytuacji przed walką o półfinały.

Poza tym, biało-czerwoni są mocni psychicznie. Wygrać dwa mecze jedną bramką, to też sztuka. Nasi gracze, gdy nie idzie, doskonale wiedzą, co trzeba poprawić, na bieżąco reagują. Trzeba to doceniać.

A dziś, w ostatnich starciach wrocławskiej grupy C? Hiszpanie pozwolą sobie na kolejną stratę punktów?

Trudno w to uwierzyć. Remisowe spotkanie przeciwko Słowenii, które tak naprawdę powinni byli przegrać, dało im sygnał ostrzegawczy. Dziś na pewno będą zmotywowani i nie odpuszczą Szwecji. Starcie zapowiada się ciekawie, bo Skandynawowie też mogą jeszcze odpaść.

Jeśli chodzi o drugi mecz - stawiam na Niemców. Wygrana przeciwko Szwecji, a musieli w tym meczu mocno gonić wynik, dała im dużo pewności siebie. Z drugiej strony postawa Słowenii przeciwko Hiszpanom sprawia, że nie można odbierać jej szans.

Ta grupa w ogóle jest bardzo ciekawa. Praktycznie w każdym meczu walka o triumf toczy się do ostatnich sekund. Nie bez przyczyny już przed mistrzostwami uznawana była za najbardziej wyrównaną.

Więcej o: