W Białymstoku pod napięciem

Piłka nożna. Mecz z Jagiellonią był najbardziej emocjonującym pojedynkiem Śląska w tym sezonie. Cztery bramki, wyrównanie w ostatnich minutach, ale także kontrowersyjny gol, rzut karny i oskarżenie Waldemara Tęsiorowskiego o pokazanie ?gestu Kozakiewicza?
Według trenerów Śląska mecz z Jagiellonią miał być jak każdy inny. Nie był. I to nie tylko dlatego, że Ryszard Tarasiewicz i Waldemar Tęsiorowski kiedyś w Białymstoku pracowali, potem zostali zwolnieni, a do dziś Jaga jest im winna pieniądze.

O wyjątkowości tego spotkania przesądziły wydarzenia boiskowe. W 87. minucie Śląsk przegrywał jeszcze 1:2 i rozpaczliwie dążył do wyrównania. Podczas kolejnej akcji wrocławian na boisko padł piłkarz gospodarzy Tomasz Lewczuk i zaczął zwijać się z bólu. Trener Tarasiewicz nakazał swoim zawodnikom grać dalej i po dośrodkowaniu Krzysztofa Ulatowskiego czwartego gola w sezonie zdobył Tomasz Szewczuk. Po golu Lewczuk nagle wstał z murawy i z impetem ruszył do sędziego, oskarżając gości o grę nie fair. Ci jednak winni się nie czują.

- O przerwaniu gry w takich wypadkach powinien decydować arbiter. Poza tym widać, że piłkarz Jagi symulował - uzasadnia Tęsiorowski. On wraz sędzią Adamem Kajzerem z Rzeszowa stał się głównym bohaterem pomeczowych komentarzy. Na swojej oficjalnej stronie internetowej Jagiellonia napisała, bowiem że popularny "Tęsior" po drugiej bramce pokazał w stronę trybuny VIP "gest Kozakiewicza".

- Nic takiego nie miało miejsca. Chyba niektórzy dziennikarze w Białymstoku nie wytrzymali nerwowo - stwierdza drugi trener Śląska. A nerwów było sporo, i to nie tylko w samej końcówce. W 8. minucie w polu karnym Krzysztof Król popchnął barkiem Janusza Gancarczyka, piłkarz z Wrocławia upadł, ale za chwilę ruszył po piłkę. Sędzia Kajzer ku zaskoczeniu wszystkich podyktował rzut karny, który wykorzystał Sebastian Mila. Arbiter nie podyktował jednak jedenastki, gdy w drugiej połowie ścięty przez Jacka Banaszyńskiego został Robert Szczot. Według obserwatorów Banaszyńskiemu należała się czerwona kartka.

- Z naszej perspektywy też na początku wyglądało, jakby Jacek faulował, ale po obejrzeniu powtórki stwierdzam, że sędzia miał rację. Co do karnego dla nas, to Król zahaczał Gancarczyka także nogą i dlatego ten upadł - komentuje Tęsiorowski, który uznaje remis za zasłużony. Innego zdania jest opiekun Jagiellonii Michał Probierz, który mówi jednak krótko: - Sami jesteśmy sobie winni, bo wcześniej mieliśmy zdobyć trzecią bramkę i byłoby po sprawie.