Atlas trenował na torze w ...Toruniu

ŻUŻEL. Atlas nie może jeszcze trenować na Stadionie Olimpijskim. Poszukiwał więc toru. Z odsieczą dość nieoczekiwanie przyszedł... Unibax Toruń. Jest to o tyle zaskakujące, że w ostatnich latach oba kluby pozostawały w nie najlepszych relacjach
Ta wiadomość to spore zaskoczenie. Unibax pozwolił wczoraj Atlasowi wspólnie trenować na swoim obiekcie. W efekcie trener Marek Cieślak mógł wreszcie zobaczyć, jak krajowy skład (zabrakło tylko Macieja Janowskiego) "kręci" pierwsze kółka w tym roku. Pierwszy trening Atlasu miał się odbyć w miniony piątek na Stadionie Olimpijskim, kolejny właśnie dziś. Okazało się jednak, że pogoda uniemożliwia normalną jazdę na wrocławskim torze. Gorzej, że prognozy pogody na najbliższe dni również nie są korzystne. Można się zatem spodziewać, że nasz zespół w tym tygodniu trenował będzie na obiekcie Unibaksu.

Co ciekawe, relacje pomiędzy tymi klubami najwyraźniej w ostatnich miesiącach są już w miarę poprawne. Świadczy o tym zgoda na wspólny trening. A w przeszłości różnie z tym bywało. Często dochodziło bowiem do wzajemnych animozji, protestów i zarzutów o nieuczciwe sędziowanie.

W 2004 roku Atlas przegrał w Toruniu zaledwie 44:46. Po meczu złożył protest. Zdaniem wrocławskich działaczy w XIV biegu Piotr Protasiewicz, wówczas lider "Aniołów", wyjechał dwoma kołami poza tor i powinien zostać wykluczony. Prezydium GKSŻ odrzuciło jednak protest naszego klubu. Rok później znów wybuchł skandal. Atlas przegrał w Toruniu 44:45, a wściekły prezes Atlasu Andrzej Rusko mówił: - Mecz był ewidentnie "wydrukowany". Ripostował trener Unibaksu Jan Ząbik: - Rusko zawsze ma pretensje, jak przegrywa.

Przed ostatnim wyścigiem Atlas prowadził 42:41. Pod taśmą pojawili się wówczas Andersen i Słaboń, duet Apatora tworzyli Puszakowski i Crump. Zaraz po starcie torunianie wieźli za plecami naszą parę. Jednak na drugim okrążeniu błąd popełnił Puszakowski, którego najpierw wyprzedził Andersen, a na trzecim okrążeniu również Słaboń. 3:3 zapewniało Atlasowi wygraną w całym meczu. Tymczasem na przedostatnim łuku "na całość" poszedł Puszakowski, który dość ostro zaatakował Słabonia od wewnętrznej, powodując jego upadek. Ekipa wrocławska była przekonana, że sędzia Aleksander Janas przerwie bieg i wykluczy żużlowca Apatora. Nic z tych rzeczy. Bieg zakończył się wygraną torunian 4:2, a Słaboń podniósł się z toru, gdy gospodarze już świętowali wygraną (45:44).

Atlas złożył oficjalny protest do GKSŻ, jednak wynik meczu nie uległ zmianie. Pikanterii całej sprawie dodawał wówczas fakt, że GKSŻ szefował wówczas Marek Karwan, wtedy... szef toruńskiego klubu.

W 2007 roku znów było głośno za sprawą obu klubów. W lipcu Atlas zmierzył się w Toruniu z Unibaksem, ale mecz został przerwany po sześciu wyścigach. Powodem była ulewa. Komisarz ligi Ryszard Głód wyznaczył nowy termin spotkania na 4 sierpnia, ale widzowie zgromadzeni na stadionie w Toruniu nie doczekali się jednak naszej ekipy... - To żenujące, że klub, który mieni się najbardziej profesjonalnym w Polsce, nie może znaleźć pięciu żużlowców - komentował wówczas menedżer torunian Jacek Gajewski.

Atlas oddał mecz walkowerem, gdyż kilku zawodników startowało w tym czasie w innych ligach, a szefowie WTS-u dodatkowo przekonywali, że do Duńczyka Nicolaia Klindta nie mogli się dodzwonić. Dodatkowo wrocławianie musieli wpłacić do kasy Unibaksu 30 tys. zł tytułem walkoweru.

W minionym sezonie meczom obu klubów nie towarzyszyły już takie emocje. Podczas spotkań wspólników Speedway Ekstraligi również obie strony potrafiły osiągnąć porozumienie. Wydaje się zatem, że odwieczna wojna wrocławsko-toruńska to już przeszłość.