Czy Atlas sklei medal?

Żużel. W cieniu dyskusji o kryzysie finansowym kibice zastanawiają się, czy Atlas będzie w stanie walczyć o medale? Na pewno, po dojściu Nichollsa i Watta, jest to zespół mocniejszy niż w sezonie 2008. Pytanie, na ile mocniejszy.
Przed rokiem Atlas walczył o przetrwanie, a zajęcie miejsca tuż za pierwszą czwórką było sukcesem tamtej drużyny. Dość powiedzieć, że trener Marek Cieślak zmuszony był wystawiać do składu takich żużlowców jak Krzysztof Słaboń czy Mariusz Węgrzyk. Ten pierwszy od wielu lat był kreowany na nadzieję wrocławskiego speedwaya, ale nigdy nie spełnił oczekiwań, na dodatek sezon 2008 był w jego wykonaniu fatalny. Drugi najlepsze lata już dawno ma za sobą, a po raz ostatni zachwycał swoją jazdą jeszcze jako junior. Tyle że było to pod koniec lat 90.

W efekcie, jak można się było spodziewać, po sezonie Atlas pozbył się Węgrzyka i Słabonia. Następcami zostali Australijczyk Dave Watt i Anglik Scott Nicholls. Nie ma wątpliwości, że obaj są żużlowcami z innej półki niż "Słaby" i "Węgorz". Pytanie tylko, czy ich punktowe zdobycze pozwolą Atlasowi walczyć o medale? Na razie wydaje się, że nie ma powodów do obaw.

Trener Cieślak na każdym kroku podkreśla, że obaj chcą bardzo profesjonalnie potraktować nadchodzący sezon. W przypadku Nichollsa mówi się nawet o pewnym przełomie, do którego wreszcie dojrzał żużlowiec. Przypomnijmy bowiem, że Anglik startował już w Atlasie w latach 2001-2003, ale wówczas niczym specjalnym nie błysnął. W pewnym momencie doszło nawet do kuriozalnej sytuacji, gdy jego pracodawca, prezes Andrzej Rusko zarzucił mu otwarcie brak inwestycji w sprzęt i zwyczajne... skąpstwo. - Dla mnie to nie Scott Nicholls, a Szkot Nicholls - mówił wówczas zdenerwowany Rusko.

Od tego czasu wiele się jednak zmieniło. W zimie Nicholls, który wciąż jest niespełnioną nadzieją Anglików w kontekście indywidualnych mistrzostw świata, postanowił zrezygnować z ligi angielskiej. W wywiadach przyznawał, że chce wreszcie zaistnieć na poważnie w cyklu Grand Prix, a do tego nie są mu potrzebne starty w słabej British Elite League. Wystarczą mu regularne występy w Polsce i Szwecji. Żużlowiec bazę sprzętową postanowił zorganizować w Ostrowie, gdzie ma swojego mechanika. Wydaje się zatem, że powtórka z lat 2001-2003 jest mało prawdopodobna.

W przypadku Watta ważne jest, że Australijczyk dobrze rozpoczął sezon, m.in. poprowadził swój brytyjski klub Eastbourne po tarczę Elite League. W pierwszym spotkaniu przed własną publicznością wywalczył 13 "oczek" (2, 2, 3, 3, 3), a w rewanżu w Poole - 11 (3, 3, 0, 2, 3). W tym drugim meczu dwukrotnie pokonał Holdera, a raz Bjarne Pedersena, który w Poole przegrywa bardzo rzadko. Na razie trudno jednak zakładać, jak te wyniki przełożą się na starty w polskiej ekstralidze. Warto jednak pamiętać, że Watt nie jest żadnym debiutantem, a dwa sezony w Marmie Rzeszów wiele nauczyły go o polskich torach.

Sceptycy stawiają jednak tezę, że Watt i Nicholls nie będą żadnym wzmocnieniem, bo obaj przyczynili się przecież do spadku Marmy z ekstraligi. Trener Cieślak zauważa jednak: - Ale w sezonie 2007 doprowadzili Marmę do czwartego miejsca. Wówczas Marma miała Nicki Pedersena, on był liderem, pozostali, jak Dobrucki, Watt i Nicholls, zdobyli cenne punkty, ale to Duńczyk ciągnął drużynę. Gdy go zabrakło, Rzeszów miał problem. We Wrocławiu takiej sytuacji nie będzie. Tu jest niekwestionowany lider Jason Crump, a pozostali mają do niego równać.

Słowa Cieślaka zweryfikują najbliższe mecze. Inauguracja ekstraligi już w niedzielę w Bydgoszczy, gdzie Atlas zmierzy się z tamtejszą Polonią.