Sport.pl

Żużlowe "naj" sezonu 2009

Żużel. Kto zachwycił, a kto rozczarował w sezonie 2009? Dlaczego Stal Gorzów wciąż nie może zbudować zespołu, który awansuje do pierwszej czwórki ekstraligi? Jak to się stało, że do dziś nie są znane kulisy afery w Ostrowie? O tym, a także o innych żużlowych "naj" w naszym subiektywnym rankingu.
Wymyśliliśmy dziewięć kategorii, którym podporządkowaliśmy ludzi ze świata żużlowego. Nasze żużlowe "naj" tradycyjnie dotyczy jednak zarówno Polski, jak i świata. Oczywiście najwięcej intrygujących wydarzeń i postaci dostarczyła nam polska ekstraliga, dlatego kategorii z nią związanych jest zdecydowanie najwięcej. Oto nasze kategorie.



Najlepszy kabaret

To, co wyprawia się w Gorzowie. Marzeniem prezesa tamtejszej Stali Władysława Komarnickiego jest walka o medale, ale na razie nic z tego nie wychodzi. W tym roku zespół znów nie przebił się do wielkiej czwórki, mimo że prezes pompuje w drużynę rokrocznie kwotę grubo przekraczającą 7 milionów złotych. W zimie prezes sięgnął po Nickiego Pedersena (zarobi prawie 2 miliony złotych) i na łamach branżowego "Tygodnika Żużlowego" obwieścił, że do "i tak już silnej Stali" dołączył kolejny wielki światowego żużla... Można i tak. Jeśli ma się pieniądze.

Problem w tym, że dla fachowców Stal to zespół zbudowany przypadkowo. Trener Unii Leszno Roman Jankowski słusznie zauważył, że choć jego team szanuje klasę Golloba i Pedersena, to nikt "nie położy się" przed Ruudem, Zagarem czy Gapińskim. Sam Gollob ostatnie mistrzostwo w drużynie zdobywał cztery lata temu w Tarnowie. Tamten zespół w niczym nie przypominał jednak dzisiejszej Stali. Fakt, w Unii jeździł Rickardsson (teraz w Gorzowie mają Pedersena). Ale na pozostałych pozycjach byli miejscowi - Kołodziej, Rempałowie czy Burza. I to oni mieli potężny wpływ na dwa tytuły mistrzowskie dla "jaskółek". Stal nie ma w składzie wychowanków poza juniorami.

A dla kibiców żużlowych, kochających przecież statystykę jest jeszcze jeden smaczek. To właśnie Pedersen jest obok Hancocka jedynym zawodnikiem z czołówki, który nigdy nie zdobył w Polsce drużynowego mistrzostwa.



Największe nieporozumienie

Scott Nicholls. Sylwetką przypominał zapaśnika, a nie żużlowca. Niewiele brakowało, a spuściłby Atlas do I ligi. Pazerny na pieniądze, szantażował klub przed decydującymi meczami z Wybrzeżem Gdańsk. Do tej pory nie znalazł w Polsce klubu chcącego skorzystać z jego usług w nowym sezonie. Bo pomimo fatalnego sezonu znów licytował się o pieniądze z Marmą Rzeszów...



Największa niespodzianka

Mimo wszystko awans do pierwszej czwórki Polonii Bydgoszcz. W Bydgoszczy nie potrafili jednak docenić fachowej opieki, jaką sprawował nad zespołem trener Zenon Plech. Obie strony rozstały się po sezonie w nie najlepszej atmosferze. Teraz pałeczkę po Plechu przejął Jacek Woźniak. Powinien mieć łatwiej, bo Polonia za ogromne pieniądze pozyskała Grzegorza Walaska (nieoficjalnie mówi się, że zawodnik zarobi ponad milion złotych za rok startów).



Największy zawód

W tym roku z żużlowym torem pożegnały się dwie legendy przełomu wieków: Jacek Gollob i Mark Loram. Ten pierwszy był indywidualnym mistrzem Polski, wraz z bardziej utytułowanym bratem zdobył też wiele tytułów w drużynie. Loram to bodaj najbardziej widowiskowo jeżdżący żużlowiec ostatnich lat. Walczący na dystansie jak nikt inny. Jedyny żużlowiec w historii, który zdobył tytuł indywidualnego mistrza świata (2000 rok), nie wygrywając żadnego turnieju Grand Prix. To też był w pewnym sensie fenomen świadczący o tym, jak równą formę prezentował przez te wszystkie lata.

Trochę szkoda, że obaj odchodzą w cieniu innych wydarzeń. Że zabrakło meczów pożegnalnych. To naprawdę były gwiazdy tej dyscypliny i ludzie, o których kibice potrafili rozprawiać godzinami. Zasłużyli na coś więcej.



Największe rozczarowanie

Przypadek KM-u Ostrów. To klub, który padł ofiarą nieudolności własnych działaczy, sędziów, ale także GKSŻ-etu i kilku publicystów żużlowych. Nie płacił na czas swoim zawodnikom, to prawda. Ale w dniu, w którym ci odmówili jazdy przeciwko Startowi Gniezno, co najmniej kilka spraw pozostało niewyjaśnionych. Bo GKSŻ nie chciała najwyraźniej ich wyjaśnienia.

Dlaczego żaden z żużlowców nie wyjechał wówczas na tor, by rzeczywiście udowodnić, że jest on fatalnie przygotowany? Tak jak odbyło się to w Zielonej Górze podczas finału ekstraligi. Dlaczego GKSŻ nie przeprowadziła dochodzenia w sprawie wypowiedzi jednego z ostrowskich działaczy. Miał on powiedzieć, że Robert Miśkowiak chciał jeździć, ale pozostali żużlowcy KM-u zabronili mu tego. Zagrozili także, że jeśli pojedzie, w następnym meczu zostanie wywieziony w płot... GKSŻ zignorowała ten fakt, a fachowi publicyści przez kilka miesięcy prowadzili jedynie frontalny atak na działaczy z Ostrowa, że ci chcieli narażać życie swoich zawodników. Było to o tyle dziwne, że po jakimś czasie sprawa stała się bardziej złożona. Ale nie był to pierwszy przypadek, gdy tzw. media żużlowe nie potrafią właściwie diagnozować chorób własnej dyscypliny.



Najlepszy żużlowiec

Jason Crump. Zdobył tytuł mistrza świata, a w lidze też nie zawodził, wykręcił przecież najlepszą średnią biegową. Z Polaków tradycyjnie wysoką formę prezentowali Tomasz Gollob i Jarosław Hampel, ich drużyny nie zdołały jednak awansować do pierwszej czwórki, bo zawiedli partnerzy. Świetny sezon w ekstralidze zaliczyli także Rafał Dobrucki i Piotr Protasiewicz, to głównie dzięki nim Falubaz Zielona Góra mógł się cieszyć z mistrzostwa wywalczonego po 18 latach [w sezonie 1991 mistrzem Polski był Morawski Zielona Góra - przyp. red.].



Największy przegrany

Spadkowicz Lotos Gdańsk. Prezes Maciej Polny za wielkie pieniądze sprowadził nad morze Hansa Andersena i Kennetha Bjerre. Ten drugi nie zawiódł, z czwartą średnią w ekstralidze wart był zainwestowanych w niego pieniędzy. Andersen zaliczył za to jeden ze słabszych sezonów w ostatnich latach. Teraz chce się odbudować w Unibaksie Toruń. A Wybrzeże musi się odbudować... w I lidze.



Największa nadzieja

Nagroda zbiorowa - nadzieja na lepsze czasy w Grand Prix. Od nowego sezonu w cyklu zobaczymy wreszcie grupę młodych, ale już wiele potrafiących zawodników. W tym roku błyszczał Emil Sajfutdinow, w sezonie 2010 dołączą do niego Chris Holder i Tai Woffinden. Do cyklu wróci również Jarosław Hampel, wciąż jeszcze zaliczany do młodszego pokolenia żużlowców. Ta czwórka (Sajfutdinow, Hampel, Holder, Woffinden) jeśli nie w nowym sezonie, to już za dwa, trzy lata powinna rozdawać karty w cyklu.



Najlepszy komediant

Rune Holta. Po sezonie oświadczył, że rezygnuje ze startów w cyklu Grand Prix. Twierdził za pośrednictwem swojego menedżera, że jest traktowany jak żużlowiec drugiej kategorii, bo i tak wszyscy dziennikarze w Polsce mają go za Norwega. Inna sprawa, że ponoć starty wśród najlepszych przestały mu się opłacać. Tak naprawdę Holta liczył, że jako niezłej klasy zawodnik mógłby trafić do drużyny, która ma już w składzie dwóch zawodników z cyklu GP. W grę miały wchodzić wielkie pieniądze. I chyba tylko o to chodziło.

Gdy okazało się, że na Holtę nie ma chętnych, żużlowiec ogłosił, że jednak wystartuje w cyklu...

W tej samej kategorii na pewne wyróżnienia zasługuje także Daniel Jeleniewski. Jesienią ze swoim menedżerem negocjował nowy kontrakt z Unią Tarnów, która zaoferowała mu bardzo dobre pieniądze. Miał jednak ważną umowę we Wrocławiu. Stąd pojawiły się różne opowieści o tym, że on, Daniel Jeleniewski, chce startować w mocnej drużynie, która walczy o medale. I dlatego negocjuje z Unią. Wszystko w porządku, tylko trochę słabo zostało to wymyślone.