Sport.pl

Nazwa Sparta najprawdopodobniej odchodzi do historii

WTS Wrocław i TMSM Sparta podpisały porozumienie, zakładające że w 2011 roku wrocławska drużyna żużlowa być może powróci do legendarnej nazwy ?Sparta?. Jednak z naszych informacji wynika, że żadna ze stron nie jest zainteresowana takim rozwiązaniem i z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że nazwa Sparta definitywnie odchodzi do historii
Jesienią wrocławscy kibice - gdy stało się jasne, że tytularnym sponsorem wrocławskiego żużla nie będzie Atlas - rozpoczęli zbiórkę podpisów pod specjalną petycją. Apelowali w niej o powrót do historycznej nazwy Sparta. Chcieli, aby od sezonu 2010 klub występował w ekstralidze jako Sparta Betard, bądź Betard Sparta.

Dziś już wiadomo, że tak się nie stanie. Choć kibice mają jeszcze nadzieję na odmianę sytuacji w sezonie 2011. Na początku lutego przedstawiciele WTS Wrocław, a więc właściciele zespołu żużlowego i TMSM (Towarzystwo Miłośników Sportu Motorowego) Sparta podpisały porozumienie. Szczegółowo opisuje ono harmonogram działań, które mają doprowadzić do przejęcia historycznej nazwy przez WTS. Prawa do nazwy Sparta i logo należą do TMSM.

Najpierw obie strony mają w planach spotkanie w kwietniu, później przewidziane są Walne Zgromadzenia klubów w tej sprawie, a następnie wystąpienie do Krajowego Rejestru Sądowego, by zatwierdzić zmiany w statutach klubów. Na koniec potrzebna będzie tylko zgoda okręgowego zarządu Polskiego Związku Motorowego. I choć porozumieniu pojawia się punkt 6., w którym czytamy: "Po dokonaniu formalności i uzgodnień obie strony są przekonane o pozytywnym rozpatrzeniu tej sprawy", już dziś możemy z dużym prawdopodobieństwem założyć, że szczęśliwy finał tej sprawy nie będzie możliwy.

- Żadna ze stron nie jest nim zainteresowana, a takie porozumienie do niczego nie obliguje - twierdzi nasz rozmówca, proszący o anonimowość.

Już jesienią minionego roku obie strony nie szczędziły sobie uszczypliwych uwag. - My zajmujemy się żużlem, a nie speedrowerem - złośliwie mówiła prokurent WTS-u Krystyna Kloc, nawiązując do tego, że stowarzyszenie Sparta ma kilka sekcji, m.in. motocyklową, kartingową i właśnie speedrowera.

Z kolei wiceprezes TMSM Sparta Lucjan Korszek w jednym z wywiadów ironizował, że on przynajmniej nie ma długów. - Mamy na utrzymaniu kilka sekcji, ale jakoś wszyscy dostają pieniądze na czas. A WTS bardzo długo nie płacił Scottowi Nichollsowi, dlatego potem miał problemy z uzyskaniem licencji - mówił w wywiadzie dla "Słowa Sportowego".

- Dług wobec Nichollsa był sprawą sporną pomiędzy nami a zawodnikiem - ripostowała zdenerwowania Krystyna Kloc. - Poza tym, my obracamy w żużlu wielkimi pieniędzmi, a jakie długi może mieć sekcja speedrowera czy kartingu?!

Właśnie w takiej atmosferze zostało podpisane porozumienie pomiędzy WTS-em i TMSM Sparta. - WTS nigdy nie zgodzi się na to, aby nazwa której używa klub żużlowy była też w posiadaniu innych podmiotów. Choćby dlatego Sparta nie wróci do żużla. Poza tym szefowie WTS-u chcą by sponsor też dostał jakiś konkretny produkt w postaci wyłączności w nazwie. I jeśli ktoś prowadzi biznes na wysokim poziomie, powinien to zrozumieć - przekonuje nasz informator.

KOMENATRZ

Żużlem w szprychy

Postępowanie "przedsiębiorstwa żużlowego", którym jest WTS można zrozumieć. Bez pomocy miasta organizuje budżet na poziomie 7,5 miliona złotych. Gwarantuje on walkę o czołowe miejsca w najsilniejszej lidze świata. Trudno, żeby teraz Betard otrzymywał od klubu półprodukt w postaci dwuczłonowej nazwy. Pamiętajmy też, że majątek i potencjał klubu żużlowego WTS budował niemal od zera, począwszy od sezonu 1993. Po ponad 15 latach jest teraz niekwestionowaną marką w światku żużlowym, która niewiele ma wspólnego z nędzą, jaka była udziałem Sparty Wrocław w połowie lat 80. Takie są fakty.

Niezrozumiałe jest jednak podejście do całej sprawy działaczy TMSM Sparta, którzy postanowili za wszelką cenę utrudniać przejęcie historycznej nazwy. Gdyby wiceprezes Lucjan Korszek i prezes Andrzej Malicki oświadczyli, że nie będą z tym robić żadnych problemów, wówczas to WTS miałby kłopot z kibicami, romantyczne marzącymi o powrocie drużyny do ich ukochanej nazwy.

A tak wygląda na to, że sfrustrowani szefowie TMSM wykorzystali kolejną okazję, aby przypomnieć o swoim istnieniu.

Jakub Michalak