Ekstraliga 2010 z przymrużeniem oka

Żużel. Kto zachwycił, a kto może czuć się największym przegranym w sezonie 2010 Speedway Ekstraligi? Kto był największym objawieniem? A co jawi się jako paradoks, tak często obecny w tej dyscyplinie? Próbą odpowiedzi na te pytania jest nasz subiektywny ranking.
Dziś podsumowujemy sezon 2010 w Speedway Ekstralidze. W naszym rankingu jest siedem kategorii, którym przyporządkowaliśmy konkretne wydarzenia bądź nazwiska żużlowców, którzy naszym zdaniem byli gwiazdami ekstraligi. Nie jest żadną tajemnicą, że to Janusz Kołodziej i Tomasz Gollob zasłużyli na wielkie słowa uznania. Niestety, rozczarowań było więcej.

Największy paradoks

Gorzów zapłaci za pięć turniejów cyklu Grand Prix ponad 10 milionów złotych! Tymczasem we Wrocławiu już dawno podziękowano Anglikom z BSI, w tym roku "pas" powiedziała Bydgoszcz. Leszno też ma już powoli dosyć. Tymczasem właściciel cyklu już nie łudzi się, że żużel można wypromować poza Europą. Starania o turniej w Australii czy Stanach Zjednoczonych nie mają najmniejszego sensu. Pozostaje więc Europa, a właściwie Polska. I ludzie, którzy mówią o potrzebie oszczędności, a jednocześnie płacą miliony za organizację GP.

W przyszłości nie można wykluczyć, że nawet pięć turniejów odbędzie się w Polsce, a reszta w Szwecji, Danii, ewentualnie we Włoszech. To jednak paradoks, że kraj zakochany w tej dyscyplinie i utrzymujący de facto światowy żużel nie ma z tego żadnych profitów. Jest wasalem Anglików albo Duńczyków, którzy dzielą i rządzą w FIM-ie. Polski Związek Motorowy ustami Andrzeja Witkowskiego ogłasza, że będzie walczył o "dziką kartę" dla fenomenalnie spisującego się w tym roku Janusza Kołodzieja. To oznacza, że PZM nie jest nawet pewien, czy będzie w stanie przekonać Anglików. I to w tak oczywistej sprawie.

Najwięksi magicy

Atmosfera, pełne trybuny, mistrzostwo Polski. "Magia Falubazu" działała w sezonie 2009. W tym roku na chwilę przestała. Po meczu we Wrocławiu trener Piotr Żyto oskarżył swojego prezesa Roberta Dowhana, że ten zabronił mu korzystania z rezerw taktycznych. Żyto miał ponoć dostać SMS: "Nie róbcie rezerw, szkoda kasy". Dowhan, który na meczach w Zielonej Górze lubi otaczać się znanymi osobami (dziennikarz Tomasz Lis, aktor Tomasz Karolak), nie ukrywał wściekłości i zawiesił swojego trenera.

Kibice mieli swoje zdanie na ten temat, wywiesili nawet transparent: "Tylko Karolaków nie zapraszajcie, szkoda kasy". Na koniec sezonu wszystko już było okej. Żyto i Dowhan zdobyli punkty na... motocyklu Piotra Świderskiego. I znów byli razem z Falubazem, pracując na jego chwałę.

Największe objawienie

Janusz Kołodziej. Fenomenalny, błyskotliwy, skuteczny. Transfer sezonu. Bez niego Unia Leszno nie byłaby mistrzem Polski. Momentami "Koldi" przypominał na torze Marka Lorama czy Joego Screena z najlepszych lat. Jego widowiskowy żużel podobał się wszystkim. Powinien wystartować z "dziką kartą" w Grand Prix. Jest już gotowy do walki z najlepszymi.

Największa klasa

Tomasz Gollob. Na żużlu ściga się od 1988 roku. Od zawsze marzył o tytule mistrza świata. W tym roku dopiął wreszcie swego. Strach pomyśleć, co stanie się, gdy Gollob zakończy karierę. Wielu wieszczy, że to będzie data graniczna. Bo jakoś nie może sobie wyobrazić żużla po Gollobie.

Największy przegrany

Polonia Bydgoszcz. Wszystkiego nie można tłumaczyć kontuzją Emila Sajfutdinowa. Jonsson, Walasek, Lindbaeck nie byli w stanie obronić ekstraligi dla Bydgoszczy, która w ostatnich dniach straciła także organizację Grand Prix. Polonia nie upadnie, przez wiele lat była klubem, który nigdy nie spadł z najwyższej klasy rozgrywkowej. A w ostatnim pięcioleciu aż dwukrotnie musiała pożegnać się z ekstraligą. Trochę wstyd.

Największy absurd

Brak jasnych zasad wynagradzania żużlowców. W tym roku prezesi chcą przeforsować widełki finansowe. Najlepsi mając ponoć zarabiać 200 tys. zł za podpis i 5 tys. za punkt. Żużlowcy już zapowiadają strajki. A prezesi, choć chcą zmian, tym najlepszym będą zapewne płacić z innych źródeł, by tylko ich pozyskać. I tak to trwa.

Inna sprawa, że żużlowcy momentami nie chcą zrozumieć, że ich dyscyplina przeżywa poważny kryzys i już nie długo może skurczyć się do kilku miast, takich jak Leszno czy Zielona Góra.

Największe niebezpieczeństwo

Jesienią szykuje się kolejny wyścig zbrojeń. Prezes beniaminka Marmy Rzeszów Marta Półtorak już zapowiada, że chce pozyskać kogoś z pierwszej trójki Grand Prix. Kilku szefów klubów licytuje się o Macieja Janowskiego. O wielkich wzmocnieniach tradycyjnie myśli Stal Gorzów. Wydaje się, że polscy prezesi nie opamiętają się nigdy.