Żużlowa wojna o tłumiki

Polskim żużlowcom grozi zakaz startów w ligach zagranicznych. Wszystko dlatego, że Międzynarodowa Federacja Motocyklowa upiera się, by stosować nowe, niebezpieczne tłumiki. Wiele jednak wskazuje, że Speedway Ekstraliga nie da się wyciszyć i pojedzie na starych tłumikach. Stanie się tak dzięki determinacji Golloba, Hampela, Kołodzieja i Cegielskiego.
W minionym tygodniu trójka polskich zawodników cyklu Grand Prix - Tomasz Gollob, Jarosław Hampel i Janusz Kołodziej, wspierana przez szefa stowarzyszenia żużlowców Metanol Krzysztofa Cegielskiego, a także Grzegorza Ślaka, blisko współpracującego z Gollobem, wymusiła na Polskim Związku Motorowym stosowanie w naszej lidze starych, bezpiecznych tłumików. Za takim rozwiązaniem były też kluby ekstraligowe, m.in. Betard Sparta.

Gollob, Hampel i Kołodziej podpisali nawet specjalne oświadczenia, w których stwierdzili, że tzw. nowe wydechy to bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia i życia. W efekcie zwyciężyły rozsądek i troska o bezpieczeństwo na torze, tak ważna w tej dyscyplinie sportu. Żużlowcy otwarcie mówili, że motocykl z nowym tłumikiem traci moc, przez co nie można nad nim zapanować.

PZM zakazał również startów naszym zawodnikom w ligach, gdzie będą stosowane nowe tłumiki. Już dziś wiadomo, że szwedzka federacja (SVEMO) popiera ustalenia FIM. To sprawia, że tamtejsze kluby nie będą mogły korzystać z Polaków. Nie wiadomo wciąż, jak na ustalenia FIM-u (Międzynarodowej Federacji Motocyklowej) zareagują Anglicy.

Wczoraj FIM ustosunkował się do decyzji Polaków. Dyrektor generalny federacji Guy Maitre napisał m.in.: "W 2010 roku odbyło się 48 zawodów zaliczanych do mistrzostw świata, w których używano nowych tłumików, jest to 960 wyścigów, 3840 okrążeń i 768 indywidualnych zawodników. Nie złożono do organów prawnych FIM ani jednej skargi w związku z nowym tłumikiem. Nie odnotowano ani jednego incydentu z powodu nowego tłumika. Według wszystkich producentów i tunerów motocykle żużlowe nie tracą mocy i mają taką samą prędkość jak wcześniej. Jest to dobrze pokazane i dowiedzione przez testy, pod warunkiem właściwie wykonanego ustawienia i tuningu silnika".

Dalej Maitre zaznaczył: "Fakty te i liczby pozwalają FIM stwierdzić, że nowy tłumik nie jest problemem dla bezpieczeństwa w sporcie żużlowym, stąd przepisy techniczne FIM dotyczące nowego homologowanego tłumika wprowadzone w 2010 roku nie będą zmienione. Wszelkie działania sportowe łączą się z niebezpieczeństwem i ryzykiem. Jeżeli sportowiec uważa, że biorąc udział zgodnie z obecnie obowiązującymi przepisami, naraża swoje życie i zdrowie, wtedy musi powstrzymać się od uprawiania tego sportu".

FIM poucza zatem najlepszego żużlowca świata Tomasza Golloba, by powstrzymał się od uprawiania tego sportu... To wystarczy za cały komentarz. Można być pewnym, że światowa federacja nie wycofa się z nowych tłumików. Wiele jednak wskazuje, że Hampel, Gollob, Kołodziej i Cegielski także nie zmienią swojego zdania. To oznacza, że Polacy na pewno nie będą mogli wystartować w Szwecji. PZM chce o swoich planach poinformować szefa światowego żużla Roya Otto, który 2-3 kwietnia będzie w Krakowie.

Tymczasem polscy żużlowcy (po dwóch z każdego klubu) wezmą także udział w głosowaniu, czy są za, czy przeciw nowym tłumikom. Mają czas do dzisiaj. Wyniki tej sondy będą wiążące dla PZM, który w przypadku zwycięstwa starych tłumików najpewniej ostatecznie zakaże im startów w lidze szwedzkiej.



komentarz

Wojna o tłumiki po raz kolejny ujawniła, jak bardzo interesowne i podzielone jest tzw. środowisko żużlowe. Z jednej strony obserwujemy szlachetną, być może skazaną na niepowodzenie walkę trójki najlepszych polskich żużlowców ze światową federacją. Ryzykują międzynarodową dyskwalifikacją, a mimo to, nie chcą ulec. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że są osamotnieni. Są bowiem tacy, którzy myślą inaczej. Koniunkturalnie, w myśl zasady - co mi się bardziej opłaca.

Rune Holta, reprezentant Polski, oświadczył ostatnio, że rozważa powrót do startów z norweską licencją. Przecież nie może sobie odmówić występów w Szwecji, bo to straty finansowe dla jego budżetu. Ten, który powoływał go do kadry - Marek Cieślak, w chwili, gdy zawodnicy przygotowywali ostry protest na jednym z portali powiedział, że "mleko się wylało" i już za późno. Dla wielu takim zachowaniem stracił moralne prawo do prowadzenia drużyny narodowej. Teraz ważne, by kibice zapamiętali, kto walczył o przetrwanie ich dyscypliny.