Podsumowujemy siatkarki rok 2012: Impel dobił do dna, teraz może być już tylko lepiej

Dla siatkarskiej ekipy Impelu Wrocław rok 2012 okazał się czasem zmarnowanych szans, bo drużyna zamiast postawić fundament pod swoją wielkość, sportowo się skompromitowała. Za niepowodzenia zapłacił trener Rafał Błaszczyk, który w klubie pracował przez 25 lat. Teraz wrocławiankom potrzebne jest nowe otwarcie.
Spośród wszystkich dyscyplin uprawianych we Wrocławiu na wysokim poziomie, akurat siatkówka kobiet dysponuje chyba największym potencjałem do osiągnięcia sukcesów w najbliższych latach. Ekipa Impelu z jednej strony ma bowiem wiele atutów, a jednocześnie jest wolna od problemów, z którymi zmagają się inne wrocławskie kluby sportowe. W przeciwieństwie do piłkarskiego Śląska, siatkarki nie znajdują się po wielką medialną presją, a na ich meczach nie występuje zjawisko kibolstwa. W przeciwieństwie do koszykarskiego WKS-u, klub siatkarski dysponuje sporą halą Orbita, a od 2013 roku mają nią dodatkowo zarządzać. Wreszcie, w przeciwieństwie do żużlowego Betardu, Impel nie odstaje od najlepszych rywali finansowo i może pozwolić sobie na ściągniecie bardzo dobrych zawodniczek.

To wszystko razem powinno przełożyć na sportowe sukcesy, ale na razie tak się nie dzieje. Wręcz przeciwnie, w całym 2012 roku siatkarska ekipa z Wrocławia w zasadzie jedynie zawodziła, a okres ten skończyła dymisja Rafała Błaszczyka. Trenera, który pracował w klubie przez 25 lat.

Za słaby na dobre czasy

Trener Błaszczyk okazał się człowiekiem świetnym na ciężkie czasy, kiedy ówczesna Gwardia nie miała pieniędzy i zmagała się ze sportową przeciętnością. Wraz z prezesem Jackiem Grabowskim przez lata odkrył wiele bardzo dobrych siatkarek, których później nie udało się klubowi utrzymać - głównie z powodu braku pieniędzy. Teraz, kiedy pieniądze się pojawiły, Błaszczyk posady nie utrzymał.

Szkoleniowiec nie potrafił bowiem odpowiednio przeszukać rynku i wyselekcjonować zawodniczek, które zapewniłyby drużynie rozwój i sportowy krok naprzód. Większość jego spektakularnych transferów okazała się niewypałami, na czele ze ściągnięciem holenderskiej rozgrywającej Kim Staelens czy dokonanym znacznie wcześniej transferem Mileny Rosner. Trzeba bowiem otwarcie powiedzieć, że przyjmująca, który wraz z reprezentacją sięgała po mistrzostwo Europy, we Wrocławiu kompletnie zawodzi. Błaszczyk do końca wierzył iż Rosner w końcu mu odpali, że po urlopie macierzyńskim dojdzie do dawnej wysokiej formy. Za czasów jego pracy w Impelu, nic podobnego się nie zdarzyło. Gdy dodatkowo problemy zdrowotne miała Katarzyna Jaszewska to okazało się, że teoretycznie mocny wrocławski zespół pozostaje praktycznie bez skutecznej przyjmującej. A bez tego w siatkówce sukcesów osiągać się nie da. 

Niestety, choć trener Błaszczyk pracuje jednocześnie z reprezentacją Polski B, to do czasu dymisji w zasadzie nie udało mu się również wykreować żadnej młodej zawodniczki, która stałaby się gwiazdą naszej ligi. W poprzednim sezonie gra Impelu w dużej mierze opierała się na dyspozycji doświadczonej Katarzyny Mroczkowskiej. Teraz, kiedy została ona odsunięta na boczny tor innych fundamentów wrocławskiej ekipy w zasadzie nie ma.

Źle przez cały rok

Warto w tym miejscu podkreślić, że do negatywnej oceny wyników drużyny z Wrocławia wcale nie trzeba brać pod uwagę tylko trwającej, dramatycznej rundy, w której zawodniczki Impelu wygrały ledwie trzy mecze i mimo przedsezonowych wzmocnień zajmują przedostatnie, dziewiąte miejsce w Orlen Lidze. O kłopotach zespołu świadczą bowiem także wyniki z sezonu poprzedniego, kiedy drużyna trenera Błaszczyka zajęła piąte miejsce. Jej ostateczna lokata, może być jednak bardzo myląca, bo po sezonie zasadniczym Impel był na ósmej pozycji, ostatniej dającej awans do play - off. W związku z tym w ćwierćfinale wrocławianki zmierzyły się więc z liderem z Muszyny i po zaciętych spotkaniach rywalizację przegrały. Późniejsze wygrane oraz zajęcie lokaty tuż za pierwszą czwórką, tak naprawdę nie miały już większego znaczenia. Powszechnie wiadomo bowiem, że w naszej lidze drużyny, które odpadły z walki o medale zawsze grają na pół gwizdka, a wspomnianą lokatę, zwykle wywalczy ten komu się tylko trochę bardziej chce. W tym sezonie chciało się Impelowi, bo wystraszeni działacze i trenerzy musieli pochwalić się czymś przed właścicielem. Skoro nie mieli czym, do rangi sukcesu próbowali podnieść miejsc tyleż wysokie, co w realiach ligowych kompletnie bezwartościowe.

To w jak dramatycznej formie była drużyna z Wrocławia dobitnie pokazuje statystyka wszystkich meczów wygranych w rundzie zasadniczej ligi w roku 2012. Tych było ledwie pięć, w tym tylko jedno zakończone wynikiem 3:0. Dla zespołu z ambicjami, taki wynik jest po prostu druzgocący.

Nowe otwarcie

Co czeka Impel w roku 2013? Gorzej niż teraz raczej być nie powinno, bo to oznaczałoby po prostu spadek z Orlen Ligi, który jednak mimo kłopotów wydaje się być zupełnie nierealny. We Wrocławiu pod względem sportowym powinno by więc lepiej, choć pytanie jak duży krok są w stanie wykonać nasze siatkarki. Nowy trener, niezależnie czy okaże się nim Jerzy Matlak czy szkoleniowiec zagraniczny, będzie musiał najpierw uporządkować zespół, a potem spróbować wydobyć jego potencjał. W tym sezonie prawdopodobnie nie da to już wielkich rezultatów, bo nawet jeśli wrocławianki wydobędą się z kłopotów, to w play-off zmierzą się z kimś z wielkiej czwórki. Prawdopodobnie więc odpadną, a głównym zadaniem nowego trenera będzie zbudowanie fundamentu na przyszłość. Fundamentu na razie nie ma.