Siatkarski Impel Wrocław namawia szejków z Kataru do zainwestowania w klub!

Firma Impel prowadzi negocjacje biznesowe o współpracy z katarskimi szejkami. Gdyby doszło do porozumienia, szejkowie mieliby również wspomóc wrocławskie siatkarki Impelu - to pozwoliłoby stworzyć prawdziwą sportową potęgę
Informacje o toczących się rozmowach z Katarczykami potwierdził wiceprezes firmy Impel Józef Biegaj. Mają się one zakończyć za pół roku, a jednym z elementów porozumienia mogłoby być właśnie dofinansowanie siatkarskiej drużyny grającej w Orlen Lidze.

Gdyby do tego doszło, Impel mógłby mieć największy budżet w kraju i wielkie perspektywy rozwoju. Za pieniądze jednej z największych firm usługowych w Polsce oraz katarskich szejków w siatkówce kobiecej można by zbudować naprawdę silną drużynę. Nie tylko w skali polskiej, ale także i europejskiej. - Jak oceniam powodzenie tego projektu? Na razie na ostrożne 50 proc. - mówi nam Józef Biegaj.

Między innymi z powodu toczących się rozmów właścicielom siatkarskiej drużyny zależy na tym, by od początku sezonu nie zawodziła ona w lidze oraz by z dobrej strony pokazała się na arenie europejskiej. I w tym wypadku nie ma znaczenia, że Impel gra w tym sezonie ledwie w Challenge Cup, czyli rozgrywkach o znaczeniu trzeciorzędnym. Dla drużyny ma być to tylko przetarcie przed występami w Lidze Mistrzyń, o których marzą i których wymagają właściciele. Nawet bez wsparcia szejków.

Tak naprawdę historia negocjacji z Katarczykami ma jeszcze jeden, bardzo istotny aspekt. Pokazuje ona, jak ciężko na lokalnym, wrocławskim rynku znaleźć finansowanie dla klubu sportowego. Klubu i tak wspieranego przez potężną firmę mającą przecież rozliczne kontakty biznesowe. W tym wypadku ekipa siatkarska w skali miasta jest w pewnym sensie unikatowa. Tak silnego tytularnego sponsora nie mają ani żużlowcy (przy całym szacunku dla firmy Betard), ani koszykarze Śląska. Piłkarski Śląsk sponsora ma niby możniejszego, ale przecież miliarder Zygmunt Solorz od prawie dwóch lat pieniędzy na zawodników nie daje, a jego obecny konflikt z miastem może od klubu jedynie odpychać. O tym, jak trudno władzom Wrocławia będzie znaleźć inwestora na Śląsk, pisaliśmy we wczorajszej "Gazecie". Oficjalnie o braku zainteresowania klubem mówili nam przedstawiciele Hasco-Leku czy wrocławski biznesmen Andrzej Kuchar - właściciel Lechii Gdańsk. Wcześniej wykluczyli to przedstawiciele Impelu.

Szefowie firmy Grzegorz i Bogdan Dzikowie oraz Józef Biegaj, choć przecież mogą pozwolić sobie na samodzielne utrzymywanie drużyny wrocławskich siatkarek, również szukają dodatkowych partnerów, którzy pomogliby wejść klubowi na wyższy poziom. Nieprzypadkowo prezentacja zespołu odbyła się na śniadaniu w Zachodniej Izbie Gospodarczej, gdzie zasiadali przedstawiciele biznesu. Prezes Grzegorz Dzik świetnie zdaje sobie sprawę, że z Impelu trudno będzie zrobić klub o wielkiej frekwencji z tysiącami kibiców na trybunach. W tym wypadku nie ma bowiem szans przebić piłkarzy, żużlowców czy koszykarzy.

Dzik wie za to, że siatkarki z jednej strony mogą pozytywnie się kojarzyć, przyciągać na swoje spotkania całe rodziny i korzystać ze współpracy z promującą siatkówkę telewizją Polsat. Z drugiej mogą stać się klubem w pewnym sensie elitarnym, ważnym dla biznesu. Kiedyś w podobny sposób o Polonii Warszawa myślał Józef Wojciechowski, wiedząc, że na lokalnym rynku nie wygra z Legią.

Impel w tym zakresie zmaga się zresztą z podobnym problemem co kiedyś Wojciechowski. Chodzi tutaj o brak własnego obiektu o wysokim standardzie. Właśnie dlatego właściciele klubu najpierw myśleli o wybudowaniu własnej hali, a potem o przejęciu prowadzenia hali Orbita. Póki co oba te projekty są jednak w zawieszeniu.

Symptomatyczne jest jednak to, że poza działaniami na szczeblu lokalnym przedstawiciele Impelu w poszukiwania partnera bardzo mocno rozglądają się jednak właśnie za granicą. Poza Katarczykami o wsparciu siatkarek rozmawiali z jedną z zachodnich firm, która już z nimi biznesowo współpracuje. Jej przedstawiciele mieliby być na piątkowym pojedynku towarzyskim ze słynnym Galatasaray Stambuł wygranym 3:2. Wrocławska drużyna po emocjonującym spotkaniu pokonała finalistę europejskiego pucharu CEV i klub, który poza świetnymi Turczynkami zatrudnia reprezentantki Włoch, Serbii czy Bułgarii, a jest prowadzony przez byłego selekcjonera Italii Massimo Barboliniego. Pewnie właściciele Impelu marzyli, by za parę lat do tego miejsca się zbliżyć.