Sport.pl

W Impelu trener Aleksandersen szuka brakującego ogniwa

Siatkarski Impel Wrocław gra w tym sezonie bardzo dobrze, a coraz wyraźniej widać, że trener Tore Aleksandersen szuka w drużynie jednego brakującego ogniwa w postaci skutecznej przyjmującej. Jeśli ją znajdzie, a zespół ominą kontuzje, to wrocławianki powalczą o najwyższe laury.
Dotychczasowe wyniki drużyny trenera Tore Aleksandersena budzą podziw. Na siedem spotkań Impel wygrał sześć. Zwycięstwa odniósł kolejno nad mistrzem Polski Atomem Trefl, wicemistrzem Polski Tauronem Dąbrowa Górnicza oraz zdobywcą brązowego medalu i triumfatorem europejskiego Pucharu CEV - Muszynianką.

Wrocławianki w lidze zajmują drugie miejsce, ustępując jedynie Chemikowi Police, który bez porażki i z jednym zaledwie przegranym setem wyrasta na hegemona ekstraklasy. Impel z ekipą z Polic dopiero się zmierzy, ale nawet jeśli polegnie, przed rundą rewanżową powinien być w bardzo dobrej sytuacji.

Już dziś widać, że zawodniczki trenera Aleksandersena są w formie, grają bardzo wszechstronną i urozmaiconą siatkówkę. Największym plusem wrocławianek jest to, że zdobywanie punktów rozkłada się na kilka zawodniczek, a rozgrywająca Frauke Dirickx piłkę może kierować zarówno do przyjmującej Maren Brinker, atakującej Joanny Kaczor czy środkowych Agnieszki Kąkolewskiej i Makare Wilson. Poza tym drużyna Aleksandersena dobrze zagrywa: większość siatkarek posyła z serwisu piłki trudne do odbioru dla przeciwniczek, jednocześnie nie popełniając przy tym seryjnych błędów. Dodatkowo Impel ma chyba jeden z najlepszych w lidze bloków. Rywalkom naprawdę trudno się przez niego przebić, a gdy próbują wrocławską ścianę ominąć albo uderzają w aut, albo ich zagrania są w stanie podbić siatkarki z pola.

Jednocześnie największym problemem zespołu trenera Aleksandersena są koszmarne przestoje - drużyna w jednym ustawieniu potrafi zastygnąć na wiele minut, kompletnie nie mogąc skończyć ataku. Było tak choćby w ostatnim spotkaniu z Muszynianką, które mogło i powinno skończyć się wcześniej niż po pięciu setach. Od początku po stronie Impelu było widać większą siatkarską jakość, a w drużynie gości w zasadzie cała gra opierała się na przyjmującej Aleksandrze Jagiełło, do której okazjonalnie dołączała jedna z koleżanek. Mimo to ekipa z Muszyny była w stanie wywieźć z Wrocławia punkt.

Zadecydowały o tym przestoje, takie jak w trzecim secie, kiedy ze stanu 11:12 zrobiło się nagle 11:24 i to wszystko przy zagrywce Aleksandry Jagiełło. Wrocławianki swojej niemocy zupełnie nie potrafiły przełamać, a przeprowadzone zmiany jedynie sytuację pogarszały. Właśnie w tym konkretnym przypadku było widać, że norweski szkoleniowiec Impelu ewidentnie poszukuje brakującego ogniwa, czyli jeszcze jednej skutecznej przyjmującej. To dlatego w spotkaniu z Muszynianką na tej pozycji przez dłuższy czas próbowane były aż trzy siatkarki: zaczęła Bogumiła Pyziołek, za nią weszła doświadczona Katarzyna Mroczkowska, a za nią w tie-breaku grała Patrycja Polak. Znamienne, że rywalki niemal zawsze celowały zagrywką właśnie, w którąś z tych zawodniczek, a omijały serwisem Maren Brinker czy libero Dorotę Medyńską.

W drużynie z Wrocławia wyklarowała się już silna szóstka zawodniczek, gwarantująca wysoki poziom gry. To rozgrywająca Dirickx, środkowe: Kąkolewska i Wilson, atakująca Kaczor, przyjmująca Brinker oraz libero Medyńska. Brakuje tylko jednej siatkarki, która uzupełniłaby szczególnie atak. Jeśli trener Aleksandersen ją znajdzie, a drużynę ominą kontuzję, Impel powalczy o podium.





Więcej o: