Wrocławskie siatkarki zagrają o mistrzostwo Polski: Impelu pochwała cierpliwości

Siatkarski Impel Wrocław awansował do finału Orlen Ligi, zapewnił sobie pierwszy medal od 28 lat i pierwszy raz w historii klubu zakwalifikował się do Ligi Mistrzyń. Ten sukces to nagroda za pracę trenera i siatkarek, cierpliwość sponsora-właściciela oraz sensowną wizję budowania klubu
Wrocławianki - choć nie były faworytkami - w półfinale play-off wyeliminowały mistrzynie Polski Atom Trefl Sopot. Wyeliminowały zasłużenie, były od sopocianek zdecydowanie lepsze. Widać, że szczyt formy prezentują właśnie w najważniejszych meczach sezonu. Teraz podopieczne trenera Tore Aleksandersena czeka pojedynek z najlepszą obecnie drużyną w kraju Chemikiem Police. Nawet jeśli go przegrają, to już można powiedzieć, że w tym sezonie zanotowały sukces. Wrocławianki spełniły oczekiwania, wywalczyły pierwszy medal od 28 lat.

Sukces osiągnięty w tym sezonie, w realiach całej polskiej siatkówki kobiet, jest wyjątkowy. W czasach, kiedy w tej dyscyplinie sportu drużyn się nie buduje, a raczej za pieniądze sponsorów błyskawicznie tworzy, we Wrocławiu postawiono na inną drogę. Tutaj inaczej niż np. w Policach gwiazd nie sprowadzono hurtem, tylko drużynę rzeczywiście zbudowano. Trener Aleksandersen w porównaniu do zeszłego, rozczarowującego przecież sezonu, nie zmienił składu całkowicie, a raczej dopełnił.

W Impelu obok świetnych zawodniczek zagranicznych, jak rozgrywająca Frauke Dirickx (najlepsza w Europie) czy przyjmująca Maren Brinker, znalazło się także miejsce dla nadziei polskiej siatkówki Agnieszki Kąkolewskiej czy klubowych weteranek Bogumiły Pyziołek i Katarzyny Mroczkowskiej. One we Wrocławiu grają od 12 lat, czyli biorąc pod uwagę notoryczne zmiany barw przez siatkarki, niemal całą wieczność.

Impel, o czym warto pamiętać, w przeciwieństwie do pozostałych półfinalistów Orlen Ligi budowany jest również za pieniądze prywatnej firmy, a nie spółek z udziałem skarbu państwa. Przedstawiciele wrocławskiego klubu mają więc nieco trudniej niż ich rywale z Polic, Sopotu czy Dąbrowy Górniczej, mogący liczyć na wsparcie odpowiednio Grupy Azoty, grupy PGE czy koncernu energetycznego Tauron. Tym bardziej należy podziwiać ich dobroczyńcę, że siatkarki od wielu lat konsekwentnie wspiera.

Szefowie Impelu pomagali im, gdy ówczesna Gwardia głównie własnymi siłami starała się dźwignąć z ligowej szarzyzny. Potem dołączyli do nazwy klubu, aż w końcu przyjęli go w skład swojej grupy, zmieniając szyld na firmowy. Dodatkowo zadbali, by nie upadło szkolenie młodzieży, by ich obecny sukces sportowy był obudowany perspektywami na przyszłość.

Ta filozofia daje nadzieję, że obecny wynik nie będzie jednorazowym ekscesem, że może raczej serie triumfów rozpoczynać. Naprawdę nic nie stoi na przeszkodzie, by Impel na stałe zagościł w czołówce polskich drużyn w siatkówce kobiet, by zajął miejsce niegdyś przynależne Muszyniance. Wrocławianki co roku mogą grać w europejskich pucharach, medale wręcz kolekcjonować. W końcu jako jedyne grają w naprawdę dużym mieście. Wrocław liczbą mieszkańców niemal równa się wszystkim siedmiu razem wziętym miejscowościom, gdzie grają półfinaliści Orlen Ligi Kobiet i PlusLigi mężczyzn. Pod tym względem Impel to również ewenement w skali kraju.