Tajemnica Hali Stulecia. Tym razem we Wrocławiu nadkomplet

Mecz Polska - Wenezuela we Wrocławiu oglądało 6819 widzów, czyli właściwie nadkomplet. Jak to możliwe? Rzecznik PZPS Janusz Uznański na gorąco nie chciał o tym rozmawiać.
Nie da się ukryć, że w przypadku meczów Polaków we Wrocławiu podczas siatkarskich mistrzostw świata dzieją się rzeczy niesamowite. Na pierwszym pojedynku z Australią było 5263 osoby. Czyli niesamowicie mało. Rzecznik Polskiego Związku Piłki Siatkowej przekonywał wówczas, że związek sprzedał 6,2 tys. biletów, a brakowało tylko 288. Wynikałoby z tego, że Hala Stulecia mieści podczas mistrzostw 6,5 tys. kibiców.

Tymczasem, podczas drugiego meczu we Wrocławiu według oficjalnego protokołu FIVB na trybunach zasiadło 6819 widzów. Czyli właściwie nadkomplet. I o 1556 kibiców więcej niż za pierwszym razem.

A nawet z miejsc dziennikarskich było przecież widać, że na trybunie A - tuż nad miejscami, gdzie siedział prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej Mirosław Przedpełski - były wolne krzesełka. Podobnie jak z Australią.

Jak to się stało, że różnica we frekwencji jest tak ogromna? Chcieliśmy o to zapytać rzecznika PZPS Janusza Uznańskiego, który pojawił się na konferencji prasowej trenera Stephane'a Antigi i kapitana Michała Winiarskiego. Rzecznik nie chciał rozmawiać zaraz po meczu, choć pokazywaliśmy mu protokół.

O przesłanie pytań poprosił e-mailem. Wysłaliśmy go niezwłocznie.

W kolejnych spotkaniach Polacy we Wrocławiu zmierzą się w sobotę z Kamerunem i w niedzielę z Argentyną.