Siatkarski rok Impelu Wrocław: Trudne życie po historycznym sukcesie

Dla siatkarek Impelu Wrocław rok 2014 był najlepszy w historii. I właśnie dlatego kolejny może być bardzo trudny
Pierwsze wyboje widać już teraz, głównie po przegranych meczach w Lidze Mistrzyń, gdzie drużyna z Wrocławia debiutuje.

Siatkarki Impelu w trzech spotkaniach z Volero Zurych, Eczacibasi Stambuł i Omniczką Omsk nie wygrały nawet seta. I ściągnęły na siebie głównie falę krytyki. Po pogromie w Zurychu, gdzie wrocławianki jedną partię przegrały do dziewięciu, zawodniczki bronił jeszcze trener Tore Aleksandersen. Norweg zwracał uwagę, że jego zespół na salonach debiutuje, a po porażce - nawet bardzo dotkliwej - nie można zawodniczkom odbierać umiejętności.

Jednak po przegranej z Omniczką wściekły szkoleniowiec sam przystąpił do ataku, podkreślając, że na treningach jego podopieczne spisują się jak mistrzynie świata, a w meczach grają jak juniorki. Aleksandersen złościł się, że Impel - choć pełen zawodniczek doświadczonych - mecz oddał właściwie bez większej walki.

Fantastyczna mieszanka

Norweski trener, siatkarki, ale także szefowie klubu muszą się dziś zmierzyć z sytuacją dla siebie nową. Za czasów Tore Aleksandersena niespotykaną. Przez ostatnie dwa lata, czyli odkąd szkoleniowiec pracuje z wrocławską drużyną, ta notowała harmonijny rozwój, ogromny wzrost. Najpierw wstała z kolan, w lidze przestała ciągle zawodzić i marnować środki właściciela.

Potem osiągnęła największy sukces w swojej historii - została wicemistrzem Polski. Siatkarki po medal sięgnęły pierwszy raz od 28 lat. We Wrocławiu nie ma liczącej się drużyny, która na sukces czekałaby dłużej.

Impel w swoim srebrnym sezonie był rewelacyjną mieszkanką rutyny z młodością, ale również jakości zagranicznej z lokalnymi korzeniami. Świetnie spisywała się wówczas zarówno maturzystka Agnieszka Kąkolewska, jak i doświadczona Katarzyna Mroczkowska, która po swoje pierwsze sukcesy sięgała, gdy jej koleżanka miała zaledwie trzy latka. Mroczkowska jako siatkarka została wręcz reaktywowana, trener przesunął ją z ataku na przyjęcie, odciążył i sprawił, że po latach przerwy została znów powołana do reprezentacji Polski.

W tamtej wicemistrzowskiej drużynie najlepsza rozgrywająca mistrzostw Europy Frauke Dirickx świetnie współpracowała z grającą we Wrocławiu od lat Bogumiłą Pyziołek, która zresztą też zyskała na uniwersalności - gdy trzeba było, wchodziła na przyjęcie z atakiem, okresowo grywała również na libero.

Aleksandersen stworzył sobie ogromne pole manewru - gdy słabiej spisywała się renomowana Joanna Kaczor, świetnie potrafiła zastąpić ją Katarzyna Konieczna - siatkarka o zupełnie innej charakterystyce ataku. To wszystko przełożyło się na bezprecedensowy sukces - tym większy, im więcej czasu od niego mija.

Teraz będzie trudniej

Wraz z upływającymi miesiącami należy jeszcze bardziej docenić, że Impel mimo tak wyrównanej ligi był w stanie przez cały sezon utrzymać jakość. W półfinale ograł mistrza Polski - bogatszy i faworyzowany Atom Trefl Sopot. W finale postawił się znakomitemu Chemikowi Police.

Czas pokazuje także, jak bardzo wrocławiankom wszystko to ciężko będzie utrzymać. Potężny Chemik dziś nie tylko dominuje w Polsce, ale również jest liderem swojej mocnej grupy w Lidze Mistrzyń. Drużyna pełna gwiazd: Małgorzaty Glinki-Mogentale, Anny Werblińskiej czy Mai Ognjenović, prowadzona przez znakomitego Giuseppe Cuccariniego może dla naszej siatkówki żeńskiej być tym, czym dla męskiej PGE Skra Bełchatów. Bełchatowianie zdobyli siedem mistrzostw kraju z rzędu, pięć razy jednocześnie sięgając przy tym po Puchar Polski. Sprawili, że w męskiej lidze rywalizowało się właściwie tylko o srebrny medal. To samo czeka rozgrywki kobiecej Orlen Ligi, jeśli żadna z drużyn znacząco nie zwiększy swojego budżetu i potencjału sportowego.

Impel wciąż oczywiście znajduje się w gronie pretendentów do srebra, ale dziś zadanie drużyny wydaje się cięższe niż ostatnio.

Medal sukcesem

W nowym sezonie liga jest jeszcze bardziej wyrównana, o czym świadczą choćby porażki z Muszynianką czy Atomem. Wrocławianki na razie prezentują się nieco słabiej. W pewnym sensie w Impel uderzają słabe występy w Lidze Mistrzyń, dodatkowo budowa drużyny na pewno nie przebiega tak płynnie jak poprzednio.

Trener Aleksandersen nie ma już takiego pola manewru na przyjęciu czy w ataku. Na poziom poprzednich zmienniczek nie wspięły się jeszcze Anna Grejman ani Anita Kwiatkowska. Niemal wcale nie gra Berit Kauffeldt. Żadna ze ściągniętych przez Norwega siatkarek na razie nie podbiła Orlen Ligi, a do gry wymarzonej przez niego rozgrywającej Denise Hanke jest sporo negatywnych uwag.

Na domiar złego arytmię serca wykryto u jej zmienniczki Magdaleny Gryki. Dlatego klub w trybie awaryjnym ściągnął Jennę Hagglund. Jej postawa na razie pozostaje więc pewną niewiadomą.

Norweski szkoleniowiec mocno zaryzykował, ściągając do klubu masowo siatkarki, z którymi pracował w Niemczech. To dodatkowo zwiększa jego odpowiedzialność i sugeruje pytanie - jak w trudnych sytuacjach zapanuje nad możliwymi podziałami?

Jednocześnie należy zauważyć, że szefowie klubu pozwolili mu na to. Poza tym Tore Aleksandersen nie dał na razie żadnych powodów, by przestać wierzyć w jego umiejętności i wyczucie. Historia jego dotychczasowej pracy we Wrocławiu, wywalczone wicemistrzostwo Polski powinny jego pozycję umocnić. I nie zmienia tego fakt, że Liga Mistrzyń okazała się dla wrocławianek zbyt wysokim wyzwaniem.

Gdyby Impelowi w tym sezonie udało się powtórnie wedrzeć na ligowe podium, byłby to wynik znakomity. Prawie tak dobry jak w doskonałym 2014 roku.

Więcej o: