Ekstraklasa. Trener Zagłębia po upokorzeniu: Nie jestem Davidem Copperfieldem

. -Nie jestem Davidem Copperfieldem żeby wszystko zmienić w kilka dni. Receptą na wyjście z kryzysu jest praca i eliminowanie błędów, których popełniliśmy koszmarnie dużo - przyznał po meczu trener Zagłębia Pavel Hapal, dla którego był to debiut w Ekstraklasie.
Okazało się, że kluczowych zmian w składzie dokonał trener Orest Lenczyk, który w porównaniu do meczu z Lechią Gdańsk wymienił w drużynie trzech piłkarzy, w tym bohatera poprzedniego spotkania - Johana Voskampa. Holendra w ataku wrocławian zastąpił Argentyńczyk Cristian Diaz i to on już po dwóch minutach dał swojemu zespołowi prowadzenie. Stało się to zresztą po nowym sposobie rozegrania rzutu wolnego, który jak się zdaje, Śląsk przygotował specjalnie na derby.

Cristian Diaz uciekł od kotłujących się w środku pola karnego obrońców, a Sebastian Mila zamiast dośrodkowywać, podał mu piłkę po ziemi. Argentyńczyk ją przyjął, odwrócił się i pokonał zaskoczonego Bojana Isailovicia

Nim więc mecz na dobre się rozpoczął, Śląsk prowadził już 1:0, a zadanie trenera Hapala okazało się trudniejsze niż mógł przypuszczać. Jego zespół zgodnie z obietnicą Czecha grał bowiem bardziej ofensywnie niż poprzednio, ale równocześnie równie beztrosko w destrukcji, jak za czasów trenera Urbana. Zagłębie mimo czterech zmian w składzie i nowego ustawienia zdecydowanie wrocławianom ustępowało, przegrywając głównie walkę w środku boiska. Gospodarze na tle wicemistrzów Polski wyglądali na znacznie gorzej zorganizowanych.

Goście szybko zdobyli drugiego gola, a strzelił go z dystansu Piotr Ćwielong. Skrzydłowy wrocławian przeprowadził błyskawiczną kontrę, którą zakończył efektownym uderzeniem z dystansu.. Tym samym trenerowi Lenczykowi wypaliła kolejna zmiana, bo Ćwielong również w meczu z Lechią nie występował. Zamiast niego grał wówczas Łukasz Madej. Po raz kolejny okazało się zatem, że Śląsk jak na polskie warunki dysponuje kadrą szeroką, a trener Lenczyk większość piłkarzy doprowadził do dobrej formy i umiejętnie ze swoich graczy korzysta.

- Nie jestem Davidem Copperfieldem żeby wszystko zmienić w kilka dni. Receptą na wyjście z kryzysu jest praca i eliminowanie błędów, których popełniliśmy koszmarnie dużo - przyznał po meczu trener Zagłębia Pavel Hapal.

Z upływającym czasem wrocławianie wyglądali w Lubinie jak drużyna z innej piłkarskiej planety, a dowodem na to była zdobyta przez nich trzecia bramka. W jednej akcji piłkarze z Wrocławia wymienili kilka podań, piłka chodziła wśród nich jak po sznurku, a akcję świetnie zamknął prawy obrońca - Piotr Celeban. Defensor Śląska znalazł się w polu karnym i po dośrodkowaniu Ćwielonga efektownym "szczupakiem" strzelił niezwykle efektownego gola.

- W pierwszej połowie obydwie drużyny stwarzały sytuacje bramkowe, ale to my zdobywaliśmy gole, co w pewnym sensie ustawiło mecz - analizował Orest Lenczyk, trener Śląska. - Bardzo zależało mi na wygranej tu w Lubinie i liczę na dobry wynik w kolejnym spotkaniu w Białymstoku, gdyż chciałbym we Wrocławiu podczas następnego meczu z Wisła Kraków zobaczyć znów cały stadion wypełniony kibicami.

Na 13 minut przed końcem lubinianie zanotowali honorowe trafienie, ale jego autorem był zawodnik Śląska - Krzysztof Wołczek, od którego piłka odbiła się w polu karnym i wpadła do bramki. Wołczek martwić się jednak nie musiał, bo Śląsk w Lubinie zdobył jeszcze dwie bramki. Beznadziejnych gospodarzy dobił najpierw Johan Voskamp, a potem holenderski napastnik tak zagrał piłkę, że lubinianie skompromitowali się sami. Obrońca Costa wybijał piłkę tak nieporadnie, że zagrał ją w nogi bramkarza Isailovicia, a ten sam wpakował ją do własnej siatki.

Zagłębie w Lubinie nie wygrało ze Śląskiem od 15 lat. Niedzielna wygrana była równocześnie najwyższym w historii zwycięstwem Śląska w derbowych meczach z Zagłębiem.