Lech wygrał w Lubinie z Zagłębiem i został nowym liderem ekstraklasy

Lech świetnie zagrał w pierwszej połowie, kiedy całkowicie zdominował grę. Ostatnie minuty goście grali w osłabieniu, gdyż za dwie żółte kartki z boiska zszedł Ceesay, ale utrzymali jednobramkowe prowadzenie i awansowali na pozycje lidera ekstraklasy.
Zagłębie miało grać z Lechem tak, jak z Legią, czyli z kontry. Błyskawicznie jednak straciło gola i ten plan spalił na panewce. Strzelcem gola był Ubiparip, który fantastycznie złożył się do strzału po zbyt krótkim wybiciu Banasia.

To nie pierwsza gruba pomyłka kapitana "Miedziowych" tej jesieni. Lubinianie przez następnych 25 minut wyglądali na kompletnie bezradnych i mogli się cieszyć głównie z faktu, że więcej goli nie stracili. A Lech miał szanse, by prowadzić jeszcze wyżej. Najlepszą zmarnował Arboleda. Po rzucie rożnym miał przed sobą pustą bramkę, ale zamiast głową zagrał piłkę barkiem i okazję zmarnował. Gola powinni zdobyć też Drewniak i Lovrencsics.

Lech robił na boisku co chciał. Bez problemów radził sobie ze ślamazarnym pressingiem gospodarzy, jeszcze łatwiej rozbijał ataki rywali. Gra Zagłębia wyglądała fatalnie a zwolennicy tezy, że nie wszyscy gracze gospodarzy w pełni angażują się w grę znajdowali kolejne argumenty na jej potwierdzenie. Tylko Michał Gliwa i Szymon Pawłowski pośród gospodarzy grali na ekstraklasowym poziomie. Tak było do 32. minuty, kiedy zdesperowany Pavel Hapal zastąpił defensywnego pomocnika Adriana Rakowskiego napastnikiem Arkadiuszem Woźniakiem. To był sygnał do ataku dla "Miedziowych", którzy w końcówce pierwszej połowy przejęli inicjatywę i mogli nawet wyrównać. Woźniakowi zabrakło jednak trochę czasu i miejsca, by celnie strzelić.

W drugiej połowie oglądaliśmy zupełnie inny mecz. Zagłębie prowadziło grę, gospodarze byli bliżej rywali i Lech praktycznie nie atakował. Ale i piłkarze Hapala, mimo rosnącej przewagi, nie tworzyli wielu sytuacji podbramkowych. Pawłowski trafił w poprzeczkę, okazje miał też Papadopulos, ale Burić zachowywał czyste konto.

W 72 min. Ceesay wybił piłkę sprzed nóg Pawłowskiego, ale z całym impetem wpadł w pomocnika lubinian i trafił go butem w piszczel. Sędzia ocenił, iż była to gra niebezpieczna i ukarał obrońcę Lecha żółtą kartką, a ponieważ była to druga taka kara, to goście przez ponad kwadrans musieli grać w osłabieniu.

W 80 minucie idealną sytuację do wyrównania zmarnował Banaś. W odpowiedzi Tonev posłał nieprawdopodobną bombę na bramkę Gliwy, ale ten instynktownie wybił ją na róg. Lech skupiał się jednak na chwilami dramatycznej defensywie. Gospodarze grali długimi piłkami, próbowali strzelać z dystansu, ale bramce Buricia nie zagrażali. Meczową piłkę miał Pawłowski, który uderzył z wolnego z 20 metrów. Piłka otarła się o słupek, ale lubinianie przegrali po raz piąty w sezonie i Lubinie problemy urosły już do gigantycznych rozmiarów. Lech awansował na pozycję lidera.