Kryzys ekipy Pavla Hapala: Wyczerpane pokłady piłkarskiego Zagłębia Lubin

Za tydzień mija rok pracy w Lubinie trenera Pavla Hapala. Dokładnie 30 października 2011 Czech przejął zespół od Jana Urbana. Po tych 12 miesiącach Zagłębie jest niemal dokładnie w tym samym miejscu, a Hapalowi kończą się pomysły na wyjście z głębokiego impasu.
Po przegranym meczu z Lechem Poznań lubinianie spadli na przedostatnie miejsce w tabeli i długo nie wygrzebią się z grona trzech drużyn, które zamykają tabelę. Do wyprzedzającego ich GKS Bełchatów tracą 2 punkty, ale do 13. w tabeli Wisły Kraków już 6.

Najgorsze jest to, że z jednej strony sytuacja zespołu wydaje się beznadziejna, bo żaden sposób na przerwanie trwającego od początku rundy impasu nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Równocześnie widać istotną różnicę między drużyną Urbana i Hapala. Obecny zespół gra momentami bardzo przyzwoity futbol, tylko absolutnie nie przekłada się to na wyniki. Te są tak samo słabe jak przed rokiem.

Czeski trener Zagłębia jest zwolennikiem prowadzenia gry. - Jesteś przy piłce, to nie stracisz gola - mawia.

Jak na ironię jednak najlepszy mecz tej jesieni Zagłębie rozegrało, kiedy się cofnęło i nastawiło na grę z kontry w meczu z Legią Warszawa. Pytany, czy to nie jest sposób na częstsze zdobywanie punktów, Hapal zaprzeczał, ale z Lechem chciał jednak grać tak samo. Okazało się, że szybko stracona bramka kompletnie rozbiła zespół i trener zmienił taktykę. Zagłębie dominowało nad Lechem, ale nie doprowadziło do wyrównania.

Drużyna wciąż gra bardzo nieskutecznie i to największy zarzut do Pavla Hapala. Czech poprawił wiele w grze drużyny, ale nadal zawodzą napastnicy. Trener zrezygnował z Sernasa, który bramek nie strzelał i usiadł na ławce rezerwowych. Wciąż raczej nie ufa Woźniakowi i ten przestał się rozwijać. Z Legią i Polonią błysnął wprawdzie Papadopulos, który nieźle grał też z Lechem, ale tym razem do siatki nie trafił. Inna rzecz, że nie miał zbyt wielu okazji do strzału na bramkę Buricia.

Trener lubinian był po meczu z Lechem kompletnie rozbity i wyglądał na człowieka, który nie wie, co dalej robić. Trudno się dziwić, że kończą mu się pomysły, bo też wszystko, co wiosną przynosiło świetne efekty, teraz zawodzi.

- Źle weszliśmy w ten mecz, pierwszy kwadrans był fatalny, ale potem już dominowaliśmy - analizował pojedynek z Kolejorzem szkoleniowiec Zagłębia. - Nie można jednak zdobywać punktów, jak się nie strzela na bramkę. Mieliśmy swoje okazje, ale nad skutecznością wciąż musimy pracować.

Jeszcze bardziej przygnębiony był Adam Banaś, którego błąd przyczynił się do utraty gola. Potem Banaś mógł i powinien wyrównać, ale w doskonałej sytuacji zachował się źle.

Po porażce z Lechem najczęściej zadawane w Lubinie pytanie brzmi: co dalej? Tego na razie chyba nie wie nikt. A żeby było ciekawiej, w najbliższej kolejce Zagłębie jedzie do Wrocławia na derbowy pojedynek ze Śląskiem.

Więcej o: