Zagłębie wreszcie wygrało. Pomógł Arkadiusz Piech

Zagłębie wygrało pierwszy mecz w sezonie z Ruchem i tym samym najpewniej uratowało głowę trenera Adama Buczka. W Chorzowie w barwach zespołu debiutował Arkadiusz Piech, który przypieczętował zwycięstwo.
W Chorzowie przed meczem nie brak było podtekstów. Na Cichą z dolnośląską ekipą przyjechał Piech, ulubieniec kibiców "Niebieskich", który kilka dni temu podpisał kontrakt z Zagłębiem. Na początku spotkania usiadł jednak na ławce rezerwowych. Z kolei w zespole gospodarzy od pierwszego gwizdka zagrał Maciej Jankowski, który był latem blisko przejścia do Lubina.

Początek meczu zdecydowanie należał do gospodarzy. Spięci lubinianie mieli problemy z przekroczeniem linii środkowej. Ruch miał inicjatywę i okazje. Najlepszą zmarnował Sultes, który w 22 minucie był sam na sam z Gliwą, miał bardzo dużo czasu, ale strzelił w dobrze broniącego w tym meczu bramkarza Zagłębia.

Chwilę później lubinianie odważniej zaatakowali. Najpierw w niezłej sytuacji znalazł się Papadopulos, spróbował technicznego strzału w długi róg, ale fatalnie skiksował. Piłkę przejął jednak Kwiek, dośrodkował ponownie w kierunku Czecha. Ten paradoksalnie miał o wiele trudniejszą pozycję niż tydzień temu z Cracovią kiedy trafił w bramkarza, ale tym razem uderzył bardzo precyzyjnie i pokonał Kamińskiego.

W 31 minucie Cotra zdecydował się na odważny rajd i uderzenie sprzed pola karnego. Silny, celny strzał świetnie obronił Kamiński, ale trenera Jacka Zielińskiego mogła rozboleć głowa, bo fatalnie w tej sytuacji zachowywali się obrońcy Ruchu.

Zagłębie przejęło inicjatywę, z której gospodarze otrząsnęli się dopiero tuż przed końcem pierwszej połowy. Gapiostwa Banasia nie wykorzystał Szyndrowski, który uderzył mocno, ale niecelnie. Później z wolnego zagrywał Malinowski, Jankowski przeskoczył Banasia i strzelił głową. Piłka przeleciała nad rękami interweniującego Gliwy, ale trafiła w poprzeczkę.

Wreszcie bardzo dobry mecz rozgrywał Aleksander Kwiek, który był reżyserem ofensywnych poczynań Zagłębia a po to przecież przychodził do Lubina.

Po zmianie stron Ruch starał się atakować, Zagłębie przeszkadzać, więc długo brakowało tak klarownych sytuacji, jakie oglądać można było przed przerwą. Trener Adam Buczek po godzinie gry wprowadził na boisko Piecha a ten po 11 minutach na boisku boleśnie przypomniał o sobie kibicom Ruchu. Piłkę dograł do niego bardzo dobrze grający Cotra. Nowy napastnik Zagłębia przyjął ją, odparł atak jednego z obrońców gospodarzy i spokojnie pokonał Kamińskiego. Z gola się nie cieszył, ale ogromne powody do radości mieli goście, którzy wreszcie zagrali mecz na miarę oczekiwań, choć na pewno wciąż jeszcze nie na miarę możliwości.

Ruch Chorzów - KGHM Zagłębie Lubin 0:2 (0:1)

Bramki: 0:1 Papadopulos (27) 0:2 Piech (71.)

Ruch: Kamiński - Konczkowski Ż, Mroczkowski, Szyndrowski, Dziwniel (61. Kuświk) - Sultes, Włodyka, Surma, Malinowski Ż (82. Starzyński), Janoszka Ż - Jankowski.

Zagłębie: Gliwa - Vidanov Ż, Banaś, Guldan, Oleksy - Woźniak (84. Rymaniak), Kwiek, Piątek, Rakowski (46. Bilek Ż), Cotra - Papadopulos (61. Piech).

Sędziował Tomasz Radkiewicz