Nawet Orest Lenczyk nie daje rady: Gdzie jest dno kryzysu Zagłębia Lubin?

W Lubinie nie widać końca piłkarskiego koszmaru - porażka 0:2 z Piastem Gliwice oznacza dla zespołu Oresta Lenczyka wyrok skazujący na walkę o utrzymanie. Najgorsze, że nikt nie ma pomysłu, jak kryzys zażegnać.
Zagłębie przegrywa z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że ma w bramce Michała Gliwę. Czasem potrafi bronić świetnie. W meczu z Piastem ustrzegł swój zespół przed utratą przynajmniej dwóch goli. Cóż z tego, jeśli często przytrafiają mu się takie błędy, że zespół z jego winy gole traci.

Posadzenie Gliwy na ławce na dwie kolejki wiele nie zmieniło. To wprawdzie on był jednym z bohaterów Zagłębia w meczu w Szczecinie, ale z Piastem znowu zawalił pierwszego gola i przy drugim nie był bez winy.

Młody Tomasz Ptak zagrał dwa razy i chociaż nie popisał się tak widowiskowymi interwencjami, jakich autorem bywa Gliwa, to nie popełnił też skandalicznych błędów.

Wydaje się, że po meczu z Piastem Gliwa nie powinien być wystawiany, a zimą trzeba szukać nowego bramkarza.

Problem numer dwa to fatalnie grający stoperzy. Na niepewnej postawie obrony Zagłębia na pewno odcisnęły piętno niekończące się zmiany w składzie. W zasadzie tylko Adam Banaś jest pewniakiem do gry. Na pozostałych pozycjach mamy niekończącą się rotację. W ostatnich trzech sezonach w defensywie Zagłębia Lubin występowało aż 14 piłkarzy.

Z drugiej strony Banaś i Guldan to tak doświadczeni piłkarze, którzy rozegrali ze sobą już tyle spotkań, że doprawdy nie można zrozumieć ich niekończących się kiksów. Nie sposób wytłumaczyć błędów w ustawieniu, braku reakcji w polu karnym, jak przy bramce Hanzela dla Piasta w ostatnim meczu. To w profesjonalnym futbolu nie może się zdarzać.

Problem numer trzy: środek pomocy. Kwiek, Piątek, Bilek i Jeż nie kreują gry, nie otwierają swym partnerom drogi do bramki prostopadłymi podaniami, nie potrafią przytrzymać piłki i rozegrać. Także ich gra w defensywie pozostawia wiele do życzenia. Bilek i Piątek są cieniami piłkarzy choćby z poprzedniego sezonu. Jeż zawodzi od dawna, a Kwiek po przejściu do Zagłębia stracił większość swych atutów.

Problem czwarty to nieskuteczni napastnicy. Kiepska gra pomocników sprawia, że Zagłębie tworzy bardzo niewiele sytuacji podbramkowych. Kiedy już je jednak wykreuje, to ma ogromne kłopoty z finalizowaniem nawet bardzo dogodnych okazji. W fatalnej dyspozycji są Papadopulos, który nie błyszczał od początku sezonu, i Piech, który po świetnym początku w Lubinie kompletnie zgubił formę. Najlepiej piłkarsko wyglądał ostatnio Rakels, choć dopiero zaczął wchodzić do zespołu. Tyle że jego nieodpowiedzialne zachowanie sprawiło, że został odsunięty od zespołu.

Problem piąty to brak lidera. Po odejściu Szymona Pawłowskiego w Zagłębiu nie ma tak naprawdę piłkarza, który brałby na siebie ciężar gry. Wygląda też na to, że nie ma dziś w Lubinie zawodnika grającego niekonwencjonalnie, niebojącego się indywidualnych pojedynków. Takich rozwiązań próbują Abwo i Błąd, ale do klasy Pawłowskiego sporo im brakuje.

Problem szósty to kompletny brak pomysłu na grę ofensywną. Zagłębie gra futbol archaiczny. Zawodnicy długo holują piłkę, nie wychodzą na pozycje, grają jednostajnie, zagranie z pierwszej piłki to wydarzenie. Mając w ofensywie niewysokich Abwo, Błąda, Piecha i Przybeckiego, kompletnie nie wykorzystują ich atutów, czyli przede wszystkim szybkości. Lubinianie starają się utrzymywać przy piłce, nieporadnie ją rozgrywają i jeśli jej nie tracą, to pole karne rywali próbują zdobywać górnymi dośrodkowaniami. W efekcie piłka fruwa nad napastnikami i pada łupem wyższych od nich obrońców. W efekcie Zagłębie w 17 meczach strzeliło ledwie 12 bramek.

Wreszcie siódmy problem to brak kolektywu, chemii między piłkarzami. Lubinianie są drużyną tylko z nazwy.

Być może wyjściem z sytuacji byłaby zmiana taktyki, przyjmowanie rywali na własnej połowie i nastawienie na kontry. Problem tylko w tym, że taka taktyka wymaga pewnej defensywy, a lubińska taką nie jest. Trener Lenczyk ma więc niebywały problem. Działania, które podjął dotychczas, nie przyniosły żadnych efektów, bo Zagłębie jak traciło bramki, tak je traci, nadal nie wygrywa, wciąż gra fatalnie, nie strzela, nie kreuje sytuacji.

Zespołowi potrzebny jest wstrząs, radykalna zmiana. Czekanie na zimową przerwę może być zgubne w skutkach, bo wiosną będzie bardzo mało czasu, by odrabiać straty do bezpiecznej strefy. A te - jeśli nic się nie zmieni - mogą być spore.