Odbijanie od dna: Czy Zagłębie Lubin kryzys ma już za sobą?

Remis Zagłębia Lubin w Poznaniu z Lechem nieco uspokoił nerwową atmosferę w klubie. Ale zbliżające się kolejne mecze ligowe pokażą, czy było to jednorazowy przypadek, czy ekipa trenera Oresta Lenczyka powoli zaczyna wychodzić z kryzysu
Próba zrozumienia tego, co dzieje się w Zagłębiu Lubin, to zadanie wyjątkowo karkołomne. Wciąż trudno jest wytłumaczyć, dlaczego drużyna z jednego z najstabilniejszych klubów w Polsce w każdym sezonie błąka się w dole tabeli. Albo w najlepszym razie zajmuje miejsca w środku ligowej stawki, choć ambicje i możliwości klubu są znacznie większe.

Dlaczego jest tak słabo, mimo że klub sprowadza wyróżniających się w lidze graczy i stawia na szkolenie młodzieży? Dlaczego pozyskiwani piłkarze zazwyczaj w Lubinie bardzo wiele tracą ze swoich umiejętności?

Takie pytania i wątpliwości powróciły po dobrym spotkaniu Zagłębia z Lechem w Poznaniu. Przeciwko faworyzowanemu Lechowi lubinianie zagrali jeden z lepszych pojedynków i zremisowali 1:1. A co równie ważne, Zagłębie w ciągu zaledwie kilku dni z drużyny prezentującej antyfutbol, grającej bez pomysłu i popełniającej koszmarne błędy przeobraziło się w zespół walczący z pasją i pomysłem.

Tych kilka dni upłynęło pod znakiem krytyki, która spłynęła na piłkarzy. Kibice napisali do prezesa KGHM prośbę o interwencję. Prezes Zagłębia obiecał, że będzie interweniował. Z kolei trener Lenczyk w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego" skrytykował piłkarzy, sugerując, że niektórzy z nich nie nadają się do ekstraklasy. Wszystko to działo się tuż przed meczem z rozpędzonym Lechem w Poznaniu. I nic nie wskazywało na to, że ten pojedynek może być w pewnym sensie przełomowy.

Tymczasem na stadionie przy ul. Bułgarskiej kibice Zagłębia zobaczyli wreszcie zespół. Piłkarze walczyli, w pierwszej połowie byli zdecydowanie lepsi od rywali. Stosowali skuteczny pressing, wyprowadzali niebezpieczne kontry, rozbijali większość ataków rywali, mieli w bramce świetnie dysponowanego Gliwę. Strzelili gola i tylko szkoda, że nie wywalczyli w Poznaniu trzech punktów, gdyż w końcówce Lech doprowadził do remisu.

Co ciekawe i znamienne, w Poznaniu za kartki nie wystąpił Adam Banaś, kapitan i stoper lubinian. Jego braku nie było widać, a Jiri Bilek poradził sobie na stoperze zupełnie przyzwoicie. Dobre zawody rozgrywał Bartosz Rymaniak, wreszcie widoczny był Aleksander Kwiek we wcześniejszych meczach rozczarowujący swoją postawą. Ciężko pracowali Piątek, Abwo i Piech. Tylko Przybecki i Błąd, który go zastąpił, wypadli nieco słabiej. To nie zmienia jednak naprawdę wysokiej oceny gry lubinian jako całego zespołu. Zwłaszcza przed przerwą.

Po meczu nastroje w Lubinie są nieco lepsze, ale wątpliwości wciąż pozostają. Jaka jest naprawdę forma zespołu? Dlaczego wcześniej drużyna tak zawodziła? Co stało się w lubińskiej szatni w ostatnich dniach? Czy prawdą jest, że są tam dwa skonfliktowane ze sobą obozy? I wreszcie co zrobić, by Zagłębie w kolejnych meczach grało tak jak w Poznaniu z Lechem, a pojedynki takie jak ten z Piastem w Gliwicach stały się tylko złym wspomnieniem?

Odpowiedź na te wątpliwości może nadejść bardzo szybko. W czwartek w Lubinie Zagłębie zagra z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Podbeskidzie sensacyjnie wygrało w niedzielę z Legią i uciekło ze strefy spadkowej, spychając tam Zagłębie. Dla obydwu drużyn będzie to więcej pojedynek z serii - stawka większa niż życie.