Sport.pl

Po wygranej Zagłębia Lubin: Trener Orest Lenczyk słowami czaruje jak zawsze

Z Orestem Lenczykiem nigdy nie jest nudno. Przed wiosennym startem ligi szkoleniowiec Zagłębia Lubin narzekał na wąską kadrę, dyspozycję i kontuzje kilku graczy - paradoksalnie właśnie ci piłkarze zostali bohaterami wygranego meczu z Górnikiem Zabrze
Trener Lenczyk przed rozpoczęciem piłkarskiej wiosny dmuchał na zimne. W wywiadzie dla "Wyborczej", pytany o szanse Zagłębia na uniknięcie degradacji, zastrzegł, że "nie będzie wróżył z fusów". Był ostrożny, niepewny. Mało tego, narzekał na dyspozycję pewnych graczy. Podkreślał, że Piech jest bez formy, że Janoszka i Bertilsson kontuzjowani. A na dodatek również kontuzjowany Abwo nie był na żadnym zgrupowaniu i praktycznie nie trenował z pierwszym zespołem.

Prezesie kim grać?

Niedawno jeden z rolników, hodowca papryki, otwarcie zapytał Donalda Tuska: Jak żyć, panie premierze? Teraz w podobnym stylu Lenczyk - mimo pięciu transferów dokonanych w przerwie zimowej - pośrednio zagadywał szefa Zagłębia: Kim grać, panie prezesie?

A na boisku niespodzianka. Ten niby "bez formy" Piech ośmieszał obrońców przeciwnika, kręcił nimi jak chciał, był dynamiczny i zaliczył dwie asysty. Mógł strzelić gola, ale na fatalnej murawie nie trafił czysto w piłkę.

Z kolei "kontuzjowany" Abwo ozdrowiał i był bohaterem spotkania - zdobył dwie bramki, po których w swoim stylu podbiegał do trenera Lenczyka, ściskał go, dziękując mu za zaufanie. Później trener Zagłębia przyznał, że największe zasługi w przygotowaniu Abwo do gry miał Paweł Karmelita, trener rezerw Zagłębia. I jemu Lenczyk specjalnie dziękował.

A poza tym takiego Piecha "bez formy" i "kontuzjowanego" Abwo chcemy częściej oglądać. I oczywiście Zagłębie wygrywające 3:0.

Déja vu

Znamienne, że przez pierwsze 20 minut spotkania Zagłębia z Górnikiem lubińscy kibice mogli przeżywać swoiste déja vu. Przecież do niedawna to ich piłkarze popełniali tak kompromitujące błędy, jakie tym razem przytrafiały się zawodnikom Górnika. Koszmarnie nieporadny bramkarz zabrzan Witkowski w swoich nieudolnych interwencjach przypominał Michała Gliwę, gracza, który właśnie pożegnał się z Zagłębiem.

Z kolei żenujące kiksy duetu stoperów zabrzan Augustyn - Łukasiewicz wyglądały podobnie do zagrań ociężałego, byłego kapitana lubinian Banasia. Teraz usiadł on na ławce rezerwowych i nie osłabia już zespołu. Wreszcie, konsekwentnie rozczarowujący w Lubinie Robert Jeż przyjechał na stadion jako gracz Górnika i jego mizerna dyspozycja jest już zmartwieniem innych.

Wstydliwe kartoflisko

Po stronie pozytywów koniecznie trzeba zaznaczyć, że Zagłębie wreszcie przerwało fatalną passę złych, przegranych meczów, choćby 13 pojedynków z rzędu, w których zawsze traciło gola. Ważne, że lubinianie dobrze zaczęli rundę, pewnie ograli wicelidera i pokazali, że miejsce w dole tabeli zamierzają jak najszybciej opuścić.

Równocześnie po pierwszym meczu należy ostrożnie dozować komplementy. Górnik przyjechał do Lubina poważnie przetrzebiony (bez Zachary, Olkowskiego, Przybylskiego). A niedawny reprezentant Polski Kosznik zaczął pojedynek na ławie. Ledwie minęło 20 minut i było już po meczu, gdyż Zagłębie prowadziło 3:0. Emocje praktycznie się skończyły. Później więcej było kopaniny niż składnej gry, co w sumie nie jest winą piłkarzy. Niestety, boisko w Lubinie - mimo bardzo łagodnej zimy - jest w stanie skandalicznym i przypomina kartoflisko. Na murawę wysypano tony piachu, który unosił się spod nóg biegających piłkarzy. A piłka skakała po tej plaży jak chciała. Więc trudno mieć pretensje do zawodników, że czasami w piłkę nie trafiali.

Ulubieniec prezesa

Co ciekawe, trener Lenczyk wygrał z Górnikiem nie tylko bez kontuzjowanych Bertilssona oraz Janoszki czy niechcianego przez siebie Papadopulosa. Szkoleniowiec ani na sekundę nie wpuścił na boisko skrzydłowego Miłosza Przybeckiego. Może trener Lenczyk usłyszał gdzieś, że Przybecki to ulubiony piłkarz prezesa Zagłębia Tomasza Dębickiego? Przed sezonem właśnie prezesowi szczególnie zależało, aby ten zawodnik trafił do Lubina. Czasem podkreśla, że Przybecki to jego autorski transfer.

Ale prezes Dębicki jest człowiekiem młodym i jeszcze chyba nie wie, że w drużynie prowadzonej przez Oresta Lenczyka tylko trener Lenczyk może mieć ulubionych piłkarzy. Poza tym w klubie, gdzie pracuje Lenczyk, prezes co najwyżej może mieć tylko ulubionego trenera. Pod warunkiem że tym trenerem jest pan Lenczyk.

Więcej o: