Sport.pl

Abwo strzeli, Lenczyk utuli: Zagłębie Lubin skorzysta

- On jest jak mój ojciec, nie, on jest moim ojcem - mówi o trenerze Oreście Lenczyku skrzydłowy KHGM Zagłębia Lubin David Abwo. Nigeryjczyk jest rewelacją rundy wiosennej - w trzech meczach strzelił cztery bramki, a lubińska drużyna nie przegrała żadnego z tych spotkań
Od kiedy w Lubinie pojawił się Orest Lenczyk, dla Abwo nastały dobre czasy. Wcześniej Nigeryjczyk był głównie rezerwowym, gdyż poprzedni trener Pavel Hapal zupełnie na niego nie stawiał.

Jesienią minionego roku podczas pierwszego dnia pobytu w Lubinie trener Lenczyk rozmawiał indywidualnie z większością piłkarzy Zagłębia. W pewnym momencie podszedł właśnie do Abwo, wskazał na niego palcem i powiedział: - Ja cię znam, jesteś Abwo. Dobry z ciebie piłkarz.

W ramionach Lenczyka

I od razu wystawił go w podstawowym składzie w meczu przeciwko Jagiellonii. I Abwo strzelił gola! A chwilę później w euforii przebiegł pół boiska i wpadł w ramiona trenera Lenczyka.

Później lubinianie grali nierówno i nadal rozczarowywali, ale Abwo miał mocną pozycję. Jednak wszystko wskazywało, że wiosną skrzydłowy nie będzie grał od początku rundy, gdyż przez większą część okresu przygotowawczego miał problemy z kontuzją. W efekcie nie był na żadnym zgrupowaniu, nie trenował z drużyną, tylko ćwiczył indywidualnie. Ku zaskoczeniu wszystkich Lenczyk w pierwszym meczu tej rundy wystawił Abwo od pierwszej minuty. A ten znów nie zawiódł - strzelił dwa gole w meczu przeciwko Górnikowi Zabrze.

A potem było równie dobrze. Wiosną w trzech spotkaniach Abwo zdobył już cztery gole. W sezonie ma w sumie sześć i jest drugim po Arkadiuszu Piechu strzelcem zespołu i najskuteczniejszym graczem Zagłębia wiosną.

I co najważniejsze, jesienny rytuał radości za każdym razem jest powtarzany: po każdej strzelonej bramce Abwo biegnie do Oresta Lenczyka. Trener przytula go i chowa pod kurtkę. Widać, że relacje między szkoleniowcem i piłkarzem są szczególne.

- On jest jak mój ojciec, nie, on jest moim ojcem - podkreśla David.

- Lubię go i mam wrażenie, że z wzajemnością. Inni piłkarze nie powinni być specjalnie zazdrośni, bo im on częściej do mnie biegnie, tym więcej strzelamy bramek, a o to przecież chodzi - dodaje Lenczyk.

Abwo jest szczęśliwy

David Abwo przyznaje, że czuje się w Zagłębiu Lenczyka znakomicie.

- Bardzo dużo się zmieniło, gdy trener do nas przyszedł. Zawsze chcę dawać z siebie wszystko, nie oszczędzam się, gram na całego. Trener to dostrzegł i mi zaufał. Nigdy mu tego nie zapomnę. Moja postawa nie ma nic wspólnego z tym, że w Lubinie kończy mi się kontrakt. Dostałem szansę, jakiej dawno tu nie miałem, i staram się odwdzięczać, udowadniać, że na nią zasłużyłem - podkreśla Abwo.

Wywiadów udziela po angielsku, choć potrafi porozumieć się też po polsku. - Nie wiem, ile jeszcze strzelę bramek, to wszystko wola Boga. W Europie już miałem niezły pod tym względem sezon, teraz jednak nie mierzę w żadne rekordy, gram dla zespołu.

Pytany, na czym polega fenomen kolejnej wiosennej metamorfozy Zagłębia, odpowiada bez chwili zawahania. - To zasługa trenera. Jak się pracuje, to są efekty, a jak się śpi, to przebudzenie bywa bolesne - tłumaczy Abwo i szeroko się uśmiecha, gdy dopytywany jest, czy okres współpracy z Pavlem Hapalem to czas spania. Odpowiedzieć jednak nie chce. Niechętnie mówi też o przyszłości.

- Chcemy po prostu grać, teraz mamy dobry okres, czujemy się bardzo dobrze przygotowani - mówi Abwo. - Zimą miałem problemy ze zdrowiem, mimo to moja dyspozycja jest niezła. Mamy swoje cele, jednak nie będę składał żadnych deklaracji. Każdy mecz jest inny, ale myślę, że jeśli nadal tak będziemy grać, to będzie dobrze. Byleby tylko ze zdrowiem wszystko było w porządku - podkreśla 27-letni pomocnik Zagłębia.

Świetne początki

Do wielkiej piłki David wkroczył w 2005 r. Najpierw z reprezentacją Nigerii do lat 20 został mistrzem Afryki, a potem wicemistrzem świata w tej kategorii wiekowej. W zespole występował m.in. z Johnem Obi Mikelem, dziś graczem Chelsea. Mistrzami globu zostali wówczas Argentyńczycy z Leo Messim na czele, a w zespole Hiszpanii występowali choćby Llorente i Silva, a w kadrze Brazylii m.in. Rafinha.

Zanim jednak pojechał do Holandii na mistrzostwa, zameldował się na boiskach w Europie, bo jego talent dostrzeżono w tureckim Gençlerbirlidi SK z Ankary. W Ankarze Nigeryjczyk wielkiej kariery nie zrobił. Zagrał sześć spotkań i przeniósł się do francuskiego Dijon. Tam w ciągu pół roku zagrał 13 meczów i strzelił swoją pierwszą bramkę w Europie. Lepiej było w US Créteil-Lusitanos, gdzie był podstawowym zawodnikiem i w ciągu dwóch lat w 51 meczach strzelił dziewięć goli. W sezonie 2008/09 miał na koncie sześć trafień. Ten indywidualny rekord właśnie wyrównał w Lubinie.

Gra na zapleczu francuskiej ekstraklasy to nie był jednak szczyt marzeń filigranowego pomocnika i z początkiem 2010 r. przeniósł się do węgierskiej ekstraklasy. W FC Lombard Papa wypatrzyli go skauci Zagłębia i sprowadzili do Lubina w połowie sezonu 2010/11. Do tej pory wiosna 2011 r. była dla Davida najlepsza, bo wystąpił we wszystkich meczach. Pierwszego gola na polskich boiskach zdobył w Warszawie w zremisowanym 2:2 meczu z Legią.

Później było już gorzej. W dwóch kolejnych sezonach wystąpił w 32 meczach, rzadko wychodził jednak w podstawowym składzie. Zdobył tylko jedną bramkę. Przegrywał rywalizację z Szymonem Pawłowskim. Niezmiennie tylko budził entuzjazm kibiców, bo zawsze walczył, ile miał siły.

Teraz znów zachwyca swoją gra. Oby jak najdłużej.

Więcej o: