Michał Gliwa: Piłkarze Zagłębia woleliby grać bez kibiców

Kibice w Lubinie bardziej drużynie przeszkadzają, niż pomagają. 80 procent piłkarzy jest zdania, że lepiej byłoby grać bez publiki - mówi były bramkarz Zagłębia - Michał Gliwa.
Gliwa, obecnie gracz wicemistrza Rumunii - Pandurii Targu Jiu, udziela obszernego wywiadu portalowi weszlo.com. Zawodnik dużo mówi w nim o grze w Zagłębiu Lubin, skąd odszedł jesienią po tym, jak kibole zniszczyli mu samochód. - Po tym wszystkim, co działo się w Lubinie, nie mogła zatrzymać mnie tam żadna siła. Postanowiłem, że odejdę za wszelką cenę, i odszedłem. Bo to ja poszedłem do prezesa i mu to zakomunikowałem, a nie - jak wielu sugerowało - oni mnie. I wyszło to z korzyścią dla obu stron: zadowolony dziś jestem ja, zadowolony jest też klub, bo ma Silvio Rodicia, który dobrze broni - opowiada Michał Gliwa.

Bramkarz lubinian przypomina, że w pewnym momencie był krytykowany niemal za każde zagranie, zarówno na trybunach, jak i w internecie. W końcu miarka się przebrała. - Że ktoś ze mnie szydzi i się nabija, to śmiało, proszę bardzo. Ale skoro ktoś nazywa mnie szmatą i rozwala cegłami samochód, to się na to nie godzę. Pewna bariera została przekroczona. Pytam ludzi w klubie, o co tutaj chodzi, i oni rozkładają ręce - mówi Gliwa.

Na pytanie, na co chore jest Zagłębie, były piłkarz zespołu odpowiada: - To temat rzeka. Nie od wczoraj wiadomo, że w tym mieście jest specyficzny temat do piłki. Klub ma wszystko, co jest potrzebne: budżet, stadion, bazę treningową, zaplecze, grupę kibiców. Ale właśnie ci kibice bardziej przeszkadzają, niż pomagają. Ktoś powie, że Gliwa się burzy, bo mocno z nim jechali, ale to nie wpływa na moje zdanie. Możesz mi nie wierzyć, ale 80 proc. zawodników jest zdania, że lepiej byłoby grać bez publiki.