Sport.pl

Koszmar Zagłębia Lubin trwa: Pucharu Polski nie ma, spadek z ligi bardzo realny!

Zdobycie Pucharu Polski przez Zagłębie Lubin byłoby sukcesem wbrew wszystkiemu: słabej formie sportowej drużyny, wbrew lubińskim fanatykom, którzy postanowili absurdalnie zbojkotować największe wydarzenie dla (ich?) klubu od lat. Sukcesu się odnieść nie udało, choć brakowało naprawdę niewiele
Zagłębie przegrało finał z Zawiszą w rzutach karnych, przegrało minimalnie - dość powiedzieć, że w tej edycji rozgrywek w regulaminowym czasie meczów nie straciło nawet bramki. - Właściwie mógłbym zapytać: no i co z tego? Co też z tego, że jest mi z tego powodu przykro? - mówił trener lubinan Orest Lenczyk.

Dla niego mecz finałowy był wyjątkowy. Po Puchar Polski nie sięgnął przecież nigdy, nigdy nie był tak blisko trofeum. Kiedy w serii rzutów karnych Zagłębie prowadziło jeszcze z bydgoszczanami, Lenczyk stał z całą ekipą przy linii. Gdy Djorde Cotra zmarnował swoją szansę, trener usiadł na ławce. Potem wrócił, na telebimie było widać, jak kieruje oczy ku górze. Pomocy tam nie znalazł. Kolejnego karnego nie strzelił 19-letni rezerwowy Sebastian Bonecki, Igor Lewczuk trafił i z pucharu cieszyli się gracze Zawiszy.

Piłkarze z Lubina po ponad 120 minutach morderczej walki padli na murawę z wycieńczenia. To nie był ich wieczór.

W trakcie karnych mierzyli się zresztą nie tylko z bramkarzem rywali Wojciechem Kaczmarkiem, ale też gwizdami większości publiczności. Niby-mecz odbywał się na Stadionie Narodowym, czyli na terenie neutralnym, ale przewaga bydgoszczan na trybunach była przygniatająca. Na 38 tys. widzów przynajmniej 13 tys. było z Bydgoszczy. Z tego miasta ludzie jechali samochodami, autobusami, widać ich było wszędzie. Za fanów z Lubina można było za to wziąć stewardów - ubranych w odblaskowe pomarańczowe koszulki.

Fani Zagłębia, ci autentycznie najwierniejsi, oczywiście na stadion przyjechali. Tłumów z Bydgoszczy nie byli w stanie przekrzyczeć.

Sytuacja jest o tyle absurdalna, że problemy lubinian z frekwencją zaczęły się od ogłoszenia bojkotu finału przez fanów Zawiszy. Fanatycy bydgoskiego klubu - skłóceni z Radosławem Osuchem - do Warszawy nie przyjechali, a kibole Zagłębia postanowili się z nimi solidaryzować. Na historyczny mecz Zagłębia, najważniejszy od lat, do stolicy przyjechał więc tylko autokar z klubowymi działaczami i bus z dziennikarzami.

Efekt to niosące się po Narodowym: "Gramy u siebie, Zawisza, gramy u siebie". Może dlatego triumf bydgoszczan był bardziej spektakularny, można nawet powiedzieć, bardziej pasujący do rangi wydarzenia. Tak samo spektakularna była radość zawodników bydgoszczan, którzy wpadli na konferencję prasową trenera Ryszarda Tarasiewicza, by przynieść mu puchar. Tarasiewicz zadedykował triumf żonie, synom i mamie.

- Przy karnych odwróciłem się i zobaczyłem twarz żony. Biorąc to pod uwagę, lepiej żeby ich przy następnym sukcesie nie było - uśmiechnął się szkoleniowiec. Trener Zawiszy zaskoczył wszystkich wyznaniem, że jego zespół w ogóle nie ćwiczył jedenastek.

- To nie ma sensu. Inaczej się strzela, jak jest siedem osób na treningu, a inaczej jak jest 37 tys. - mówił Tarasiewicz.

On już w tym sezonie osiągnął sukces, po raz pierwszy w karierze awansował do europejskich pucharów. Jak przyznał, by w nich zagrać, drużyna potrzebuje wzmocnień, a on sam nie jest pewien, czy będzie ją prowadził. Ale to problemy na jutro, Zagłębie ma je dziś. Lubinianie muszą wygrać z Koroną Kielce w poniedziałek, by niebezpiecznie nie oddalić się od zespołów będących ponad strefą spadkową. - Nie da się ukryć, że to stał się problem zaraz po tym meczu - mówił trener Lenczyk.

72-letni szkoleniowiec pytany czy nie myślał o zakończeniu pracy przy ewentualnym zdobyciu pucharu, odpowiedział: - Wieńce to raczej na pogrzeb. Jeszcze chciałbym popracować - proszę mnie nie grzebać. Może uda się za rok.

Więcej o:
Komentarze (1)
Koszmar Zagłębia Lubin trwa: Pucharu Polski nie ma, spadek z ligi bardzo realny!
Zaloguj się
  • jachon12

    Oceniono 5 razy 3

    Jestem kibicem Zawiszy od 36 lat, tyle czasu czekałem na taki dzień, w którym Zawisza odniesie taki sukces. Nie wyobrażam sobie, żeby nie jechać w takim momencie wspierać swojej ukochanej drużyny. Podobnie pomyślało parę tysięcy prawdziwych kibiców z Bydgoszczy. Bojkot wymyśliła sobie grupka trzymająca władzę w młynie i myśli, że ma monopol na prawdę i tłumy za sobą. Okazuje się, że tak nie jest. Prawdą jest, że podczas meczu z Widzewem sytuacja wymknęła się z pod kontroli i błędy popełniły dwie strony konfliktu. Ale po tym meczu można było usiąść i się dogadać, żeby do takich sytuacji nie dochodziło. Osuch może nie jest idealnym właścicielem (takich nie ma) i może jakiś wielkich pieniędzy nie włożył do klubu, ale nie jeden klub chciałby żeby u nich się znalazł i odniósł piłkarsko taki sukces. Ma gość farta , ma nosa do transferów i chyba o to chodzi. Niestety dla "kiboli" z Bydgoszczy to mało. Pomyśleli, że z kasą od miasta i ekstraklasy to oni też by ten klub poprowadzili. chcą na siłę zniechęcić Osucha i zmusić do odejścia. Tylko, że ani Osuchowi to nie na rękę (osiągnął jako właściciel sukces medialny i biznesowy) ani miastu, które w przypadku odejścia Osucha złotówki na klub nie da i spowoduje spadek do V ligi. W związku z tym doszło do rozłamu wśród bydgoskich kibiców. W bojkocie uczestniczą trzymający władzę i może z 500 osób z młyna + 2 tys zastraszonych którzy boją się pokazać na stadionie , żeby nie dostać na osiedlu wpier..... . I oni właśnie zachowali się honorowo i może poza kilkoma do Warszawy nie pojechali jak im góra przykazała. Nie prawdą jest że Osuch sponsorował wyjazd dla 15 tys kibiców z Bydgoszczy. Miasto dało około 20 autokarów (1000 osób), pozostałe zostały wynajęte przez małe grupy z różnych środowisk, firm, klubów. Koszt z biletem na narodowy wyjazdu wynosił ok. 70 zł na osobę dorosłą i 50 na dziecko. Poza tym jechała masa samochodów osobowych i busów. Od 9 rano ruszył sznur pojazdów z kujawsko-pomorskiego, potwierdzić to mogą na wszystkich stacjach benzynowych (hot dogi wszystkie wyprzedane). Nikt im nie kazał, nie organizował wyjazdu, sami potrafili się skrzyknąć i na finał pojechać. Można powiedzieć, że są to pikniki ale takich pikników życzę każdemu klubowi. Kibice Zagłębia mogą wiec czuć się wydymani jak to piszą, ale zostali wydymani przez rządzących w młynie ZL i Zawiszy oraz samych siebie. Podczas meczu ja nie słyszałem, żeby ktoś krzyczał "jazda z kur..." jak piszą kibice Zagłębia na stronie www.zaglembie.org . Kilka razy kibice z Bydgoszczy skandowali nawet "Zagłębie Lubin, Zagłębie". Rzeczywiście kibiców z Lubina było mało i byli zszokowani ilością kibiców z Bydgoszczy. Na koniec meczu kibice Zawiszy oklaskami podziękowali piłkarzom Zagłębia. Faktem jest że podczas karnych były gwizdy ale trzeba zrozumieć, że to były emocje i nie można mieć pretensji o takie zachowanie. Czy jakiś kibic Zagłębia został wyzwany czy pobity?? Siedzieli między nami. Ja osobiście mam sentyment do tzw. zgód szczególnie z Zagłębiem bo je pamiętam od zawsze. Ale wspieranie własnej drużyny jest nadrzędne, co pokazali wszyscy z Bydgoszczy. Widać w całej Polsce, że kończy się pewna era dominacji na trybunach pewnej grupy kiboli. Na trybunach jest miejsce dla wszystkich i jedni bez drugich nie mogą istnieć bo drużyna wówczas traci. Potrzebni są ultrasi, pikniki i kibice jednego meczu. Pozdrawiam wszystkich normalnych kibiców z Lubina i Bydgoszczy dla których dobro klubu jest ponad wszystko. Powodzenia dla Lubina w walce o pozostanie w ekstraklasie. Żaden Osuch czy Bruski nie dyktował mi tego tekstu natomiast moderator z www.zaglebie.org uznał to za spam i mnie zbanował. Tak samo robią na innych stronach kibicowskich jeśli ktoś napisze nie po ich myśli. Mam nadzieję, że coraz więcej ludzi będzie się odcinała od grup mających monopol na kibicowanie i jedyną prawdę.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX