Ekstraklasa. Stadion w Lubinie nowy, reszta bez zmian

Chuligani z Wrocławia bezkarnie grasowali cały dzień w Lubinie, rozbijając auta i mieszkańców. Nikt nie przeszkodził im w wejściu wieczorem na stadion.
Ci, dla których biletów zabrakło, odwiecznym polsko-kibolskim zwyczajem tłukli się pod bramami z policją. Obie strony traktowały to jak coś zupełnie normalnego, by nie powiedzieć - tradycyjnego. Jest mecz, musi się polać krew.

Nowy stadion w Lubinie miał zapewnić absolutne bezpieczeństwo przychodzącym na mecze. Nie zapewnił, jednego z gości napadnięto tuż przy loży dla VIP-ów.

Na trybunach płonęły szaliki i krzesełka, trwał festiwal chamskich przyśpiewek. Bez reakcji służb porządkowych.

Prezesowi klubu, do którego należy stadion, "jest przykro". Wcześniej nie zrobił nic, by do gorszących zajść nie doszło.

Właściciel klubu - giełdowa spółka z udziałem skarbu państwa - ograniczył się do "wystosowania potępiającego oświadczenia". Krok równie szybki, co pozorny. Nauczony doświadczeniem nie spodziewałbym się ani specjalnych konsekwencji tegoż oświadczenia, ani kolejnych, bardziej restrykcyjnych posunięć KGHM.

Komisja Ligi Ekstraklasy prawdopodobnie ukarze Zagłębie grzywną. A jeśli nawet zamknie stadion, to na dwa-trzy mecze albo np. na trzy miesiące - te, w których liga i tak nie będzie grała. Po czym instancja odwoławcza skróci karę o połowę.

A na końcu wszyscy będą się oczywiście dziwić, że futbol jednoznacznie kojarzony jest u nas z subkulturami zła.