Sport.pl

Isailović: Moja kariera mogła wyglądać inaczej

PRZEGLĄD PRASY. Występy w Ekstraklasie są szczytem marzeń niejednego młodego piłkarza. Jest jednak zawodnik, który gra "tylko" w Polsce, bo w życiu miał ogromnego pecha. Bramkarz Zagłębia Lubin Bojan Isailović jeszcze jako junior mógł zostać graczem Barcelony czy Liverpoolu. Na drodze do szczęścia stanęli mu jednak działacze, zawiłe procedury oraz wojna. - Gdybym trafił do jednego z tych klubów moja kariera mogła wyglądać inaczej - mówi serbski bramkarz w rozmowie z 'Przeglądem Sportowym".
Ekstraklasa.tv: Zobacz co potrafi Bojan Isailović »

W 1997 roku Crvena Zvezda Belgrad, gdzie grał jako junior, dostała zaproszenie od słynnej Barcelony na turniej z udziałem kilku klubów. W sześciu meczach, między innymi z Juventusem i Atletico, golkiper zachował czyste konto i wpadł w oko ówczesnemu skautowi Katalończyków - Bojanowi Krkiciowi. Po kolejnym turnieju z udziałem Isailovicia Barcelona wystosowała do "Czerwonej Gwiazdy" ofertę kupna zawodnika. Prezydent belgradzkiego klubu zażądał jednak za Isailovicia aż 4,5 miliona dolarów. Żmudne negocjacje nie przyniosły efektu, mimo że Katalończycy oferowali w pewnym momencie kwotę 5,3 miliona wraz z klauzulami.

Barcelona zmieniła taktykę. W marcu 1999 roku wysłała do Crveny zaproszenie dla Isailovicia na tygodniowy pobyt. Treningi z pierwszym zespołem i przeprowadzenie testów medycznych miało spowodować, że negocjacje pomiędzy klubami będą łatwiejsze.

Bramkarz trenował z największymi gwiazdami Barcelony. - Kluivert, Rivaldo... Byłem dzieciakiem. Cieszyłem się każdą chwilą na Camp Nou. Doskonale pamiętam, jak bardzo zależało mi na autografach. Powiedziałem o tym panu Krkiciowi. Zabronił mi ich zbierania! Powtarzał: "Załatwię ci, ty nawet nie próbuj! Jesteś w tej chwili graczem pierwszego zespołu, tak samo jak Rivaldo" - mówi gazecie piłkarz.

Na drodze do upragnionego transferu stanęła kolejna przeszkoda. 29 marca siły NATO rozpoczęły bombardowanie Jugosławii. Hiszpańskie media donosiły" "Za dwa dni zostanie zamknięta przestrzeń powietrzna nad Jugosławią" - czytamy w gazecie. Isailović nie miał wyboru. Musiał jak najszybciej wracać do Belgradu do swojej rodziny.

Po przylocie do kraju tak naprawdę nigdy nie dostał szansy na grę w pierwszej drużynie "Czerwonej Gwiazdy". Kiedy wojna się skończyła, zdruzgotany bramkarz postanowił wyjechać z pogrążonego w chaosie państwa. Z Barcelony nikt się nie odezwał, ale niespodziewanie pojawiła się okazja pokazania się w Liverpoolu.

- Gdy wszedłem do szatni Liverpoolu przeżyłem deja vu z Barcelony. Znałem te wszystkie twarze, oni nie mieli prawa znać mojej - mówi gazecie Isailović.

Spodobał się trenerom "The Reds" i był przymierzany na następcę Sandera Westervelda. Załatwienie pozwolenia na pracę w Anglii miało być formalnością, ale jak się później okazało zabrakło mu dwóch spotkań w reprezentacji U-21 lub jednego w dorosłej kadrze i po raz kolejny musiał obejść się smakiem. Ostatecznie opuścił Anglię. Na jego miejsce do miasta Beatlesów trafił Jerzy Dudek.

- Życie nauczyło mnie, że muszę być gotowy na to, że dziś jeżdżę dobrym samochodem, ale za miesiąc mogę podróżować autobusem. Pewnie nic już nie zrekompensuje mi tego co straciłem. Gdybym trafił do jednego z tych klubów moja kariera mogła wyglądać inaczej - mówi Isailović.

Zawodnik Polonii Warszawa zostanie ukarany za krytykę kolehi z zespołu »


Więcej o: