Dyrektor Akademii KGHM Zagłębie: Wychowujemy liderów, nie podwładnych

Narzekamy na to, że na boisku drużyny nie mają liderów, ale sami wychowujemy tylko podwładnych. W Polsce trenerzy muszą przestać być władcami, a piłkarze powinni zacząć być bardziej odpowiedzialni i otwarci - mówi Richard Grootscholten, dyrektor Akademii Piłkarskiej KGHM Zagłębie
Rok temu, przychodząc do Lubina, niczym Leo Beenhakker przekonywał pan, aby zostać po jasnej stronie księżyca. Tymczasem trafił pan do klubu, w którym w trakcie sezonu trzy razy zmieniali się trenerzy, a ostatecznie drużyna niespodziewanie spadła z ekstraklasy. Witamy po ciemnej stronie księżyca.

Richard Grootscholten: Nie jest aż tak źle, choć rzeczywiście ten sezon zakończył się ogromnym rozczarowaniem. Ten spadek to dla klubu cios, ale liczę, że wszyscy wyjdziemy z tego silniejsi. Czasami trzeba zrobić jeden krok w tył, żeby potem pójść dwa kroki naprzód. W pewnym sensie niedawne wydarzenia wokół Zagłębia to była prawdziwa szkoła piłkarskiego życia. Młodym zawodnikom mówiliśmy, aby koncentrowali się na swojej pracy, ale jednocześnie wyciągali wnioski. Oni muszą wiedzieć, że w trakcie kariery spotkają ich trudne momenty, będą narażeni na presję mediów czy kibiców. Muszą też wiedzieć, jak sobie z nimi radzić.

Z mojej perspektywy najważniejsze jest to, że pomimo degradacji klub nie rezygnuje z realizacji celów długoterminowych, nie zaprzestaje rozwoju akademii. Może ona nawet w pewnym sensie na tej sytuacji skorzysta.

W jaki sposób?

Liczę, że harmonijnie połączą się trzy tendencje. Po pierwsze na niższym poziomie rozgrywek wymagania wobec zawodników będą mniejsze niż w ekstraklasie. Po drugie klub będzie też zatrudniał mniej obcokrajowców, a po trzecie my po dłuższym okresie pracy będziemy w stanie dostarczać do pierwszej drużyny już nieco lepszych zawodników. Nasi wychowankowie będą więc lepsi piłkarsko, a jednocześnie będą mieli łatwiejszy dostęp do pierwszego zespołu. Chciałbym, aby z nimi w składzie Zagłębie wygrało I ligę, a potem zagościło w ekstraklasie na zdrowych fundamentach.

W tym sezonie wychowankowie Zagłębia grali w ekstraklasie, ale głównie albo rzadko, albo słabo.

Proszę pamiętać, że sytuacja była specyficzna, sporo zmian trenerów, walka o byt. Poza tym o efektach naszej pracy będzie można mówić wówczas, gdy do pierwszego zespołu zaczną dobijać gracze obecnej drużyny U-15, którzy przejdą większą część procesu szkolenia według nowych zasad. Istnieje szansa, że gracz bez odpowiedniego szkolenia zrobi karierę, ale raczej wbrew systemowi niż dzięki niemu. A chodzi o co innego.

Chcemy maksymalizować potencjał zawodników, dlatego stawiamy na sporo zajęć indywidualnych i ćwiczenie techniki. Ona kształtuje się zasadniczo od 8. do 14. roku życia, potem można ją niewiele udoskonalić. Co innego przygotowanie fizyczne czy taktyka. Nad nimi można popracować także później. Natomiast jeśli technika zostanie zaniedbana, to potem są problemy z utrzymaniem się przy piłce i konstruowaniem akcji - czyli z esencją futbolu.

Brzmi, jakby pan diagnozował problem polskiej ekstraklasy.

Myślę, że w Polsce wiele rzeczy jak organizacja, stadiony czy kibice są na światowym poziomie. Potencjał też jest spory, choćby z tego powodu, że w Polsce mieszka 40 milionów ludzi i wielu chłopców garnie się do piłki. Ale fakt, futbolu na światowym poziomie jeszcze nie ma. Różnice dzielące was od topowych klubów są bardzo duże. Gra opiera się wciąż na przygotowaniu fizycznym, długich podaniach, walce. Są mecze, kiedy sędzia co chwila przerywa grę, to wręcz niewiarygodne. Bramki często padają przypadkowo, albo po rzutach wolnych czy rożnych. W postawie niewielu drużyn widziałem prawdziwą organizację gry. W tej sytuacji trudno mówić o stylu. W Europie zespoły oczywiście grają z kontrataku, ale dlatego, że taką strategię obrały. A nie dlatego, że tylko tak grać potrafią, a tak niestety jest w polskiej lidze.

Co zrobić, by to zmienić?

Wytrwale pracować. Generalnie kluczem są dobrze wyedukowani trenerzy. W Polsce widziałem takich, którzy mieli nawet licencję UEFA, ale kompletnie nie nadawali się do tej pracy. W naszej akademii mamy 23 trenerów, głównie młodych, którym wpajamy zupełnie nowe nawyki. Chodzi np. o to, by skończyć z relacją kompletnego podporządkowania: szkoleniowiec mówi, a zawodnik robi. To kompletnie zabija kreatywność młodych zawodników.

Piłkarze muszą sami rozwiązywać problemy, myśleć, jak zachować się na boisku. Narzekamy na to, że na boisku drużyny nie mają liderów, ale sami wychowujemy tylko podwładnych. Potem trenerzy stoją przy ławce rezerwowych i krzyczą. To kompletnie bez sensu. Zawodnicy nic nie słyszą i nie wiedzą, co mają robić. Nie ma chyba nic gorszego.

Dla kogo ta zmiana podejścia jest trudniejsza: dla piłkarzy czy dla trenerów?

Myślę, że dla obu stron tak samo. Trenerzy przestają być władcami, co niektórym z nich mniej odpowiada, ale piłkarze muszą być też bardziej odpowiedzialni, otwarci. Oczywiście im młodsi są gracze, tym łatwiej przychodzi im nabieranie nawyków, dla nich pewne rzeczy stają się naturalne.

Trenerów w młodszych kategoriach uczulam, aby nie byli zorientowani wyłącznie na wynik. Naprawdę nie jest istotne, że w kategorii U-9 przegramy z zespołem z mniejszej miejscowości, bo bramkę strzeli nam najbardziej wyrośnięty chłopiec. Ważne jest to, jak będziemy grali i jak nasi gracze poradzą sobie w ekstraklasie albo czy uda nam się sprzedać ich do ligi zagranicznej.

Czy to możliwe, żeby młodzi polscy piłkarze przechodzili pełen cykl szkolenia i trafiali aż do pierwszej drużyny, skoro najzdolniejszych graczy Zagłębia, jak Piotr Zieliński czy Igor Łasicki, mogą znacznie wcześniej wyłapać Udinesse, Napoli czy inne kluby?

Szanuję marzenia młodych chłopaków i życzę im wszystkiego najlepszego, ale muszą też pamiętać. że nie zawsze zmiana klubu na lepszy wiąże się z rozwojem kariery. Czasem może się równać z zastopowaniem. W wieku 16 czy 17 lat trudno do zachodniego klubu wyjechać nie tylko młodemu Polakowi, ale także młodemu Holendrowi przenieść się do Anglii. Uda się może dwóm na dziesięciu. To, co my możemy zrobić w Lubinie, to dać naszym wychowankom jak najlepsze warunki do rozwoju, a potem szanse gry. Musimy też z nimi rozmawiać, tłumaczyć, że naprawdę lepiej pójść do świetnej drużyny, kiedy samemu coś się już znaczy. Jeśli spełnimy wszystkie te warunki, oni sami będą chcieli tu zostać, by po jakimś czasie przejść za granicę za kilka milionów euro.

Uważam, że w cyklu szkolenia jesteśmy w stanie wpłynąć na rozwój gracza w 70-80 procentach, a 20-30 procent zależy już od niego, sytuacji losowych, kontuzji. Swoją część musimy jednak wykonać perfekcyjnie.

Znalazł pan już w Polsce nowego Kevina Strootmana - pańskiego najsłynniejszego wychowanka ze Sparty Rotterdam, który teraz gra w AS Roma?

Kilku kandydatów jest, ale mają jeszcze zbyt mało lat, by powiedzieć to na pewno. Z pewnością w innych klubach jest podobnie, talentów nie brakuje. Chciałbym pracować w Zagłębiu tak długo, by móc takiego Kevina w barwach Zagłębia doczekać.

Richard Grootscholten

Ma 48 lat. Jako piłkarz występował w ADO Deng Haag. Później rozpoczął pracę szkoleniową - był drugim trenerem Sparty Rotterdam, dyrektorem sportowym oraz dyrektorem technicznym Akademii Piłkarskiej klubu z Rotterdamu. W 2008 roku - jako dyrektor Sparty Rotterdam - otrzymał prestiżową nagrodę im. Rinusa Michelsa za stworzenie Najlepszej Akademii Piłkarskiej w Holandii. Pracował dla holenderskiej Federacji Piłkarskiej, należał do grupy odpowiedzialnej za restrukturyzację systemu szkolenia młodzieży. Z ramienia związku wykładał m.in. RPA i w Mozambiku. Holender pracował również w kanadyjskim Vancouver Whitecaps oraz rosyjskim Kubanie Krasnorad. Dyrektorem Akademii Piłkarskiej KGHM Zagłębie jest od maja 2013 roku.