Transferowe niewypały Śląska Wrocław. Ci piłkarze zawiedli najbardziej

Przychodząc do Śląska, mieli być jego wzmocnieniem, ale zawiedli. Nic dziwnego, że z ich przyjściem wiązano ogromne nadzieje. Niektórzy mieli za sobą występy w Lidze Mistrzów i powołania do reprezentacji. Jeszcze inni imponowali skutecznością w zagranicznych ligach i sięgali w nich po koronę króla strzelców. Byli też tacy, którzy mieli wygryźć ze składu lidera zespołu Sebastiana Milę, ale ten nawet nie poczuł ich oddechu na plecach. Oto sześciu piłkarzy Śląska, których transfery okazały się chybione.

Dalibor Stevanović

Ten pomocnik ma za sobą występy w Realu Sociedad San Sebastian, Deportivo Alaves i Vitesse Arnhem. Był w kadrze reprezentacji Słowenii na Mistrzostwa Świata w RPA w 2010 roku. Miał być gwiazdą nie tylko Śląska, ale całej polskiej ligi. Na razie jest chyba największym rozczarowaniem wrocławian. Wolny, statyczny, mało kreatywny. Absolutnie nic nie wnosi do gry drużyny. Nie strzela bramek, nie zalicza asyst. Większość czasu spędza jako rezerwowy. I to najzupełniej słusznie, bo chodząc na boisku osłabia swój zespół.

Patrik Mraz

Słowacki obrońca miał być wielkim atutem Śląska. Sprowadzono go z Żyliny, z którą zdobył mistrzostwo Słowacji i grał w fazie grupowej Ligi Mistrzów. We Wrocławiu totalnie rozczarowuje. Prezentuje się bardzo słabo w defensywie, gdzie łatwo daje się ogrywać rywalom. Niewiele wnosi też do gry ofensywnej. Kiedy już zapuści się pod bramkę rywali, ma problem z powrotem do obrony.

Mraz trafił do Wrocławia na początku tego roku i kiepsko spisywał się zarówno wtedy, kiedy zespół prowadził Orest Lenczyk, jak i teraz gdy mistrzów Polski prowadzi Stanislav Levy.

Marek Wasiluk

Wysoki, dobry technicznie, potrafiący groźnie wykonywać stałe fragmenty gry. Mogący grać jako stoper, ale i boczny obrońca. Jak na defensora to spore atuty. Jednak atuty głównie teoretyczne. Wasiluk jest bowiem rezerwowym. Nie był w stanie wywalczyć miejsca w zespole, kiedy grali tu Piotr Celeban, Jarosław Fojut i Dariusz Pietrasiak. Rywalizacja o miejsce w składzie była wówczas naprawdę zacięta. Jednak i teraz, kiedy już tamtych piłkarzy w Śląsku nie ma, a defensywa spisuje się słabo Wasiluk nie gra.

Widocznie jest w formie słabszej niż słaba.

Mateusz Cetnarski

Kosztował około 300 tysięcy euro - co jest jednym z najwyższych transferów w historii klubu. Wielu obserwatorów zastanawiało się, gdzie trener Lenczyk znajdzie dla niego miejsce na boisku, gdyż na jego pozycji gra Sebastian Mila. Niestety, na razie nie udało się go dobrze wkomponować w zespół i ostatnio siedzi głównie na ławce rezerwowych.

Największym atutem Cetnarskiego są pewnie wykonywane rzuty karne. ''Cetnar'' ma na swoim koncie trzy gole - wszystkie strzelone z "jedenastek". Ten element gry ma opanowany świetnie. Jednak w grze zawodzi. Nie daje drużynie tyle co Mila i zdecydowanie przegrywa z nim rywalizację.

Johan Voskamp

Król strzelców II ligi holenderskiej, który zasłynął tym, że w jednym meczu zdobył osiem goli, miał być gwiazdą naszej ekstraklasy. Przyszedł do klubu przed rozpoczęciem sezonu 2011/12 i początek miał świetny. Strzelił gola w meczu pucharowym z Dundee United, a potem trafił też w lidze. W sumie w mistrzowskim sezonie strzelił sześć bramek. Po zimowym okresie przygotowawczym zupełnie nie potrafił się odnaleźć. Zatracił skuteczność, a na boisku poruszał się nieporadnie. Holender narzekał na dziwne treningi u Oresta Lenczyka.

Ostatnio praktycznie nie grał w pierwszym zespole. Po raz ostatni w meczu o punkty trafił przed rokiem. W poniedziałek strzelił trzy gole w meczu Młodej Ekstraklasy, więc może trener Stanislav Levy da mu szansę?

Cristian Diaz

Możliwości ma duże, jednak niewiele z tego wynika. Od dawna jest cieniem gracza z początków gry w Śląsku, kiedy był najskuteczniejszym napastnikiem zespołu. Oprócz tego Diaz ma ciągłe problemy z kontuzjami i nadwagą. Ostatnio trener Levy nakazał mu, aby ten zaczął się odchudzać. Argentyńczyk dał się także poznać, jako zawodnik niepokorny.

- Wszedł mi Diaz w drogę już kilka razy, ale to jest taki typ zawodnika, że nie raz potrafi zagrać taką piłkę, że ręce same składają się do oklasków - mówił były szkoleniowiec wrocławian Orest Lenczyk.

Póki co, w tym sezonie Diaz nie dał powodów by go oklaskiwać.